Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > Artykuły / Felietony / Komentarze
Z DOMIESZKĄ RETRO (62), Mundial z Krakowa (7)2026-07-15 21:24:00

Zmartwychwstała „tiki-taka”


„Pogłoski o mojej śmierci były mocno przesadzone” - w słynnym sprostowaniu do New Jork Journal napisał kiedyś Mark Twain. Tego klasycznego cytatu nie da się od wczoraj zastosować do Francuzów. A ściślej ich nadziei na trzecie w historii futbolowego zawojowanie świata. Dokonane jeszcze przed wejściem mundialu w decydującą fazę pasowanie na mistrzów okazało się przedwczesne. Zaś weryfikacja dokonana w Dallas przez komisję pod wodzą Luisa de la Fuente jeśli nawet nie była brutalna, to jednoznacznie negatywna.


Trochę mi głupio, że drużynę Didiera Deschampsa, znakomitość w każdym calu, choć nie na każdej konferencji prasowej, biorę na tapet dopiero teraz. W chwili, gdy po długiej serii zwycięstw odniesionych kolejno w sześciu meczach w stylu nie budzącym zastrzeżeń ani jakichkolwiek wątpliwości przychodzi pastwić się nad ekipą, której Hiszpania nie dała żadnych szans. Systematycznie odzierała ze złudzeń, dyktowała warunki. Kynolog powiedziałby nawet, że Francuzi byli przez cały czas trzymani na łańcuchu. A nadziei wyjścia na wolność praktycznie nie było żadnej.


Czy było coś złego, że w oczekiwaniach opinii publicznej plasowali się „Trójkolorowi” długo na samym topie? I czy było to rozumowanie bezpodstawne? Absolutnie, zdążyli Francuzi dostarczyć aż tak wielu przesłanek, że postrzeganie ich w roli głównego faworyta było jak najbardziej uzasadnione. Pozwalali rywalom na tyle co nic, rządzili w każdym z meczów suwerennie, resztę dopowiadała jakość. Na tyle wyraźnie lepsza od reszty stawki, aby objawiać przekonanie o francuskim prymacie.


Ale tkwiła w tym pułapka, historia sportu zna trochę takich zdarzeń. Kiedy po serii sukcesów nagle przychodzi zderzyć się z zupełnie nową rzeczywistością. Uporać się z wyzwaniem o trzy piętra wyższym niż poprzednie. Naprawdę nie jest rzeczą łatwą przestawić się na zupełnie inne tory. A gdy jeszcze wydarzenia całkiem nagle i zupełnie bez sensu zaczynają się wymykać spod kontroli…


Zdumiewające zapadnięcie Lucasa Digne w sen letni i sfaulowanie Lamine Yamala w polu karnym stworzyło zupełnie nową sytuację. Hiszpania od pierwszych sekund czuła się pewnie, ale teraz jeszcze lepiej, bo już z jakże cenną zaliczką. Tak prawdę powiedziawszy Francja aż do końca spotkania nie umiała wrócić na właściwą drogę. Boisko weryfikowało to w każdej następnej sekundzie. W sensie globalnym również to, że ostatnie trzy mecze z Iberami Francuzi przegrali. Zatem przypadek? Jaki?


Drugie niebezpieczeństwo, jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, było związane ze specyfiką imprezy długiej, a teraz rozbudowanej do monstrualnych rozmiarów. Nie zawsze jest bowiem tak, że mocne nadepnięcie na pedał gazu już od pierwszych metrów kończy się szczęśliwym dojechaniem do mety. Przypomnijcie sobie węgierski Wunderteam Gusztava Sebesa z 1954 czy równie kapitalną Brazylię z Espana’ 82. Kto przypuszczał, że Węgrów zastopuje RFN, we wcześniejszej fazie imprezy zdeklasowana przez Madziarów 3-8? Albo, że rachityczna w początkowej fazie Italia nagle, od kopa, przeobrazi się w fantastyczną drużynę, która po sensacyjnym, ale zasłużonym wyeliminowaniu „canarinhos” Tele Santany już nie zatrzyma się przed nikim do samego końca?


Tak jak do tej pory Francja prowadziła monolog sama z sobą, teraz została zmuszona wyłącznie do słuchania. Oczywiście co nieco przesadzam, próby odwrócenia wyniku były podejmowane, ale z jakże mizernym skutkiem. I z jakim okrutnym obnażeniem przez piłkarzy de la Fuente słabości podopiecznych Deschampsa. Exemplum skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie Desire Doue bezpośrednio przed utratą drugiego gola. Zmiennik Bradleya Barcoli po prostu zupełnie odpuścił sobie opiekę nad Pedro Porro zanim ten posłał piłkę do siatki. Bez znaczenia? No, nie całkiem. Bo Porro wcale przyjął rewelacyjnego podania Daniego Olmo perfekcyjnie, pierwszy kontakt z piłką był daleki od ideału. Tylko, że przy prawym defensorze Hiszpanów nikogo nie było. A Doue uznał zrobić sobie fajrant w połowie roboty. Nie do wiary…


Przed tak wspaniałą Hiszpanią padam na kolana. Również dlatego, że przypomniała o rzekomo odeszłym do lamusa pomysłem pod tytułem „tiki-taka”. Kluczem do kapitalnej gry ludzi de la Fuente była sztuka utrzymania się przy piłce. Dokonanie w środku pola na Francuzach istnej „demolki”. I mniejsza o to, czy wynosić na piedestał Olmo czy bić pokłony przez rewelacyjnym Rodrim, przed ciężką kontuzją piłkarzem fenomenalnie pragmatycznym. Wczoraj był „starym” Rodrim, grał cudownie. Ale który z Hiszpanów nie wzniósł się na absolutne wyżyny? Jak pominąć Marca Cucurellę, który z żółtą kartką w rejestrze pozwolił Ousmane Dembele dokładnie na nic? Jak pominąć resztą drużyny, która w wielkim stylu znalazła drogę do finału? Na przykład wspomnianego już Porro?


Meczowi, który o tyle zawiódł, że nie było mowy o równorzędności stron, towarzyszyły zachowania, z którymi nie wolno się pogodzić. Były premier hiszpański Mariano Rajoy obraził przeciwników żałosnym grepsem, że w ich drużynie nie ma Francuzów. Głęboka „mądrość”, jakby skrojona na miarę niektórych naszych polityków, którzy powinni pobierać dodatkową dietę za bredzenie tudzież skrajną głupotę. A zaraz po końcowym gwizdku niestety zabrakło klasy Kylianowi Mbappe, który z jednym wyjątkiem od fatalnej reguły nie uznał za stosowne podanie ręki rywalom. Żałosne…


Francuzi zawsze będą groźni dla najlepszych. Może nawet znów będą najlepsi. Idzie jednak o to, aby nie widzieć w nich nadludzi. Bo to będzie gruba przesada.


Jak u Twaina.


JERZY CIERPIATKA


portugal_spain06072026_38aaa.jpg



więcej wiadomości >>>
2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty