Stefan Majewski za prowadzenie tymczasowo - przez około 1,5 miesiąca - piłkarskiej reprezentacji Polski zarobił 250 tysięcy złotych brutto - pisze "Rzeczpospolita".
– Mam zasady, odchodząc z klubów, zawsze rozwiązywałem umowę za porozumieniem stron. Umowa z PZPN nie przewidywała żadnego odszkodowania. Zarobiłem godne pieniądze, ale dużo mniejsze niż 250 tysięcy złotych. Była to pensja – mówi „Rz” Majewski. Podkreśla, że żadne odszkodowanie nie jest w stanie wyrównać tego, że pracował wbrew kibicom, w sytuacji gdy, "ludzie piłki prosili zawodników kadry, by przegrali mecze dla dobra futbolu..."
Wysokości zarobków Majewskiego nie potwierdził Zdzisław Kręcina, sekretarz generalny PZPN. – Sprawa została załatwiona w taki sposób, że było elegancko i nikt nie robił żadnej afery, prawda? – pyta.