Czegoś takiego chyba jeszcze nie było! Ana Ivanović po pierwszym, wygranym gemie z Barborą Zahlavovą-Strycovą poprosiła o przerwę i poszła na chwilę do toalety. Gdy wróciła, przecierała oczy ze zdumienia, bo na tablicy wyników zrobiło się 1-1.
Okazało się, że sędzia stołkowy ukarał Ivanović czterema punktami karnymi, a w konsekwencji całym gemem za nieuzasadnione zejście z kortu. W rezultacie Czeszka wygrała gema bez zaserwowania ani jednej piłki.
Sędzia prezentował czeskiej tenisistce punkt za każde 20 sekund ponadregulaminowej nieobecności Ivanović na korcie. Serbka wróciła dopiero grubo po minucie.
Ana Ivanović bagatelizowała całą sprawę, zwalając winę na brak komunikacji z sędzią. Serbska piękność była przekonana, że dostała zgodę na wyjście do toalety.
- Powiedziałam sędziemu, że muszę wyjść do toalety, bo jest ze mną źle, a on odparł, że teraz nie mogę, nie przed jej serwisem. Ale ja naprawdę musiałam, więc poszłam - opowiadała Ivanović na konferencji prasowej. - Kiedy wróciłam, dowiedziałam się, że straciłam gema. Nie do końca znam regulamin, więc nie było się o co kłócić - komentowała ze spokojem.
Sytuacja z drugiego gema nie wytrąciła Ivanović z równowagi. Serbka gładko ograła Zahlavovą-Strycovą 6-3, 6-2 i migiem awansowała do ćwierćfinału w Linzu.
Źródło: Eurosport - łup