Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > ARCHIWUM > Kiosk
Afera korupcyjna: Jak Wójcik Świt ratował2010-08-02 10:49:00

Dotarliśmy do aktu oskarżenia w największej aferze łapówkarskiej w historii polskiego futbolu. Jednym z jego najbardziej intrygujących wątków jest działalność Janusza Wójcika.


Były selekcjoner kadry i trener srebrnych medalistów olimpijskich z Barcelony pod koniec sezonu 2003/2004 został zatrudniony w Świcie Nowy Dwór tylko po to, by nawet za cenę korumpowania sędziów i rywali uratować drużynę przed spadkiem z ekstraklasy.
Historia korupcyjnej działalności „Narodowego" w klubie spod Warszawy nie odbiega od stylu działania, jakim raczył on nas oficjalnie. Są tam i bizantyjskie wydatki na sędziów, obserwatorów oraz drużyny rywali, i wystawna kolacja z „Fryzjerem" w domu szefa piłkarskiej mafii.
Wszystko było robione z otwartą przyłbicą, w stylu Wójcika: nawet kiedy szkoleniowiec Świtu po raz pierwszy zadzwonił do Ryszarda F., zrobił to z numeru telefonu, który zna połowa środowiska piłkarskiego w Polsce. Dla efektu. Tak, żeby „Fryzjer" od razu wiedział, że dzwoni sam były selekcjoner.
Przypomnijmy, że „Wójt" został zatrudniony przez prezesa Świtu Wojciecha Sz. w kwietniu 2004 roku w sytuacji niemal beznadziejnej. Nowodworzanie po siedemnastu kolejkach mieli na koncie zaledwie jedno zwycięstwo. Wójcik potrafił jednak do spółki z Ryszardem F. rozkręcić korupcyjną maszynerię tak szybko i skutecznie, że w tabeli za ostatnie dziewięć kolejek sezonu 2003/2004 Świt był... piąty, choć akurat do utrzymania to nie wystarczyło. Pod rządami Janusza W. wypaczył lub przynajmniej usiłował wypaczyć wyniki dziesięciu spotkań. W tym dwóch meczów rywali, bezpośrednio walczących z nowodworzanami o utrzymanie w ekstraklasie.
„Narodowy" nie śmiał tknąć tylko meczu z Legią Warszawa. Prawdopodobnie zdawał sobie sprawę, że przy tak dużej różnicy w klasie sportowej, tego spotkania przekręcić się nie da. Poza tym wolał nie narażać się kibicom Legii.

Cały artykuł przeczytasz w poniedziałkowym „Przeglądzie Sportowym".




2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty