Liderująca w Małopolskiej Lidze Juniorów Młodszych Garbarnia zaznała goryczy pierwszej na wiosnę porażki. Porażki bolesnej, bo poniesionej na własnym terenie. Przy odrobinie szczęścia Młode Lwy mogły to spotkanie zremisować, ale w drugiej połowie zabrakło im precyzji i szczęścia pod bramką Progresu.
MLJM: GARBARNIA Kraków - SIEMACHA AS PROGRES Kraków 2-3 (0-2)
0-1 Bartosz Czarnecki 15
0-2 Marcin Chmielowski 39
0-3 Bartosz Czarnecki 44 (wolny)
1-3 Bartosz Prochownik 48
2-3 Mateusz Walentynowicz 59 (karny)
Sędziowali Grzegorz Malada oraz Sylwia Biernat i Artur Daniel (KS Kraków). Żółte kartki: Apostolski - Stąpała. Czerwona kartka: Gądek (AS Progres, 58).
GARBARNIA: Mikołaj Kohlbrenner - Jan Przybyszewski, Adam Tomaszewski, Paweł Marczyk (77 Paweł Pasionek), Jakub Mróz - Mateusz Przesławski (74 Szymon Porębski), Wojciech Waś (47 Adam Barcik), Marcin Szczurek (41 Mateusz Walentynowicz), Bartosz Prochownik - Mateusz Ciesielski, Piotr Apostolski.
AS PROGRES: Kamil Dykas (79 Radosław Borycki) - Kamil Pestka, Rafał Górecki, Jakub Pasionek, Sebastian Gądek, Marcin Chmielowski, Dominik Zawadzki, Michał Romuzga (49 Damian Stąpała), Bartosz Czarnecki, Dawid Masłowski (78 Daniel Peterka), Błażej Radwanek (52 Szymon Pietrzyk).
Pierwsza połowa przebiegała zdecydowanie pod dyktando gości. Już w 3. minucie po rzucie rożnym Zawadzkiego podkręcona i niesiona wiatrem piłka o mały włos nie zatrzepotała w siatce bramki Kohlbrennera. W 5. minucie Przesławski dośrodkował w pole karne, ale Apostolski nie zdołał opanować futbolówki. W 7. minucie Chmielowski główkował obok słupka. Chwilę później Apostolski "poszukał" w polu karnym Prochownika, jednak ten był na minimalnym ofsajdzie.
W 9. minucie Masłowski minął w polu karnym Kohlbrennera, Tomaszewski opanował piłkę przed pustą bramką. W 13. minucie strzał Romuzgi zablokował Mróz, a dobitka Chmielowskiego wylądowała na słupku. W 14. minucie Dykas większym zdecydowaniem wygrał pojedynek we własnym przedpolu z Ciesielskim. W 15. minucie Czarnecki po długim podaniu pokonał Kohlbrennera po raz pierwszy.
W 19. minucie Ciesielski zagrał w pole karne do Prochownika, ale Dykas z pomocą obrońcy poradził sobie z zawodnikiem Garbarni. W 23. minucie Czarnecki w polu karnym Garbarni okazał się wolniejszy od Kohlbrennera. W 30. minucie Apostolski zagrał do Prochownika, ten ładnie uwolnił się spod opieki obrońcy i strzelił, jednak piłka została spowolniona przez wiatr i Dykas wyłapał ją bez trudu. W 33. minucie bramkarz Brązowych obronił strzał z dystansu Zawadzkiego. W 35. minucie na ofsajdzie znalazł się Ciesielski, po zagraniu Szczurka. I kiedy wydawało się, że w pierwszej połowie nic już się nie wydarzy, na minutę przed jej końcem Chmielowski po rzucie rożnym zdobył drugiego gola dla Progresu.
Początek drugiej połowy przyniósł trzeciego gola dla gości. Czarnecki kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego z 17 metrów trafił w samo "okienko" bramki "Kolby", który nie miał żadnych szans na obronę.
Utrata trzeciego gola mocno rozdrażniła Brązowych, którzy ruszyli do zdecydowanych ataków. W 47. minucie po strzale Prochownika jeden z obrońców Progresu zagrał piłkę ręką w polu karnym, arbiter jednak nie podyktował ewidentnego, jak się wydawało, rzutu karnego.
W 48. minucie Prochownik przejął piłkę, wykorzystując nieporozumienie obrońców Progresu i pewnie pokonał Dykasa. W 53. minucie Walentynowicz dośrodkował w pole karne, strzelał Prochownik, piłka wylądowała na bocznej siatce.
W 58. minucie w podbramkowym zamieszaniu piłkę po strzale jednego z Brązowych iście bramkarską paradą wyekspediował z bramki Gądek. A że bramkarzem nie jest, za zagranie ręką otrzymał czerwoną kartkę, a jedenastkę na gola zamienił Walentynowicz. Grając z przewagą jednego zawodnika Garbarze ostro nacierali, tworząc kilka ciekawych okazji do wyrównania.
W 60. minucie po wrzutce Walentynowicza strzał Tomaszewskiego obronił bramkarz, a piłka po dobitce kapitana Brązowych przetestowała wytrzymałość słupka. W 61. minucie Tomaszewski skiksował w dogodnej sytuacji. W 72. minucie Walentynowicz uderzył nad bramką, a w 75. minucie po kornerze Porębski główkował tuż nad spojeniem.
Garbarze nie zdołali doprowadzić do remisu, choć podział punktów byłby w tym spotkaniu rezultatem optymalnym. W końcówce spotkania goście zaprezentowali szeroki wachlarz swoich możliwości w opóźnianiu gry. Czynili to w niemal mistrzowski sposób i ostatecznie zrewanżowali się Młodym Lwom za jesienną porażkę 0-1 w Nowej Hucie.
Podopieczni trenera Stanisława Śliwy przystępowali do spotkania osłabieni kadrowo. Leczą urazy, bądź chorują Jakub Kozioł, Wojciech Głuchaczka, Bartosz Gubała i Adam Jawor. Paweł Pasionek powraca do gry po kontuzji, w piątek wszedł na boisko dopiero w końcówce. Mimo to Brązowym należą się słowa uznania za to, że nie złożyli broni przy stanie 0-3 i nadal walczyli.
Artur Bochenek
www.garbarnia.krakow.pl