Jerzego Matlaka, pozostającego przy chorej żonie, po raz trzeci zastępował na ławce trenerskiej reprezentacji siatkarek jego asystent Piotr Makowski. Trzeci mecz pod jego kierunkiem i trzecie zwycięstwo, kwalifikujące biało-czerwone do półfinału. Niewątpliwie ma szczęśliwą rękę...
- To dzisiejsze zwycięstwo jest dla trenera Jerzego Matlaka, któremu razem z Adamem Grabowskim pomagamy - skromnie powiedział Piotr Makowski na konferencji prasowej. - Pozdrawiamy go wraz z dedykacją, żeby jego żona zdrowiała. Mecz z Bułgarią był bardzo trudny, mieliśmy problem z koncentracją, bo dopiero po meczu Holandii z Rosją dowiedzieliśmy się o co gramy. Środowa wygrana z Rosjankami trochę zdrowia nas kosztowała, dziewczyny "przysiadły" i z Bułgarkami zagrały gorzej. Na szczęście w porę się opanowały. W trudnych momentach tego spotkania mówiłem im: To nie zabawa w piaskownicy, to wojna. Przed zespołem pojawiła się szansa uzyskania dobrego wyniku w mistrzostwach i ją zespół tę szansę jak na razie wykorzystuje.
Czy miałem jakieś preferencje jeśli chodzi o naszego przeciwnika w półfinale? Szczerze mówiąc - nie. Zarówno z Holenderkami, jak i z Włoszkami przegrywaliśmy w tym roku. Najchętniej zagralibyśmy więc z... Niemkami, ale to niestety nie jest możliwe.
Dragan Nesic, trener Bułgarek, komplementował biało-czerwone:
- Gratuluję polskiej drużynie, która grając bez kilku ważnych zawodniczek awansowała do półfinału. To godne podziwu. My graliśmy dziś dobrze, ale jednak przegraliśmy. A jeśli się przegrywa to źle to świadczy o trenerze... Mamy jednak młody team, który - mam nadzieję - zdobędzie medal za dwa lub cztery lata. A kto wygra teraz? Polska. Życzę wam tego, choć wydaje mi się, że spośród czterech półfinalistów trochę wyższy poziom od innych reprezentują Włoszki.
RK