- Gdy zdobywaliśmy wicemistrzostwo świata, byłem rezerwowym. Teraz podstawowym graczem. I tylko tym te medale się różnią. Oba smakują wspaniale - mówił przyjmujący reprezentacji Polski Michał Bąkiewicz.
- Brazylijczycy powtarzają: trudniej jest cokolwiek obronić niż zdobyć pierwszy raz. Odczuwaliśmy przed każdym spotkaniem duże ciśnienie, bo wiedzieliśmy, że w Polsce dużo osób na nas liczy i nie możemy zawieść zarówno ich jak i siebie. Nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, że po meczach śpimy trzy-cztery godziny, ponieważ trudno opanować emocje - opowiadał Bąkiewicz w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki.
Przed finałem polscy kibice cieszyli się, że rywalami Polaków nie będą uważani za znacznie silniejszych Rosjanie, tylko Francuzi. Czy podobnie zadowoleni byli polscy siatkarze?
- W moim odczuciu Francuzi powinni wygrać z Rosjanami 3-0, ponieważ grali kapitalnie. Rosjanie nie potrafili sobie poradzić z ich stylem. Dla nas nie miało znaczenia, z kim zagramy w finale - stwierdził 28-letni zawodnik Skry Bełchatów.
Pod nieobecność kontuzjowanych Sebastiana Świderskiego (wsparty o kulę przybył w poniedziałek na konferencję kolegów), Michała Winiarskiego i Marcina Wlazłego, Bąkiewicz wskoczył do podstawowej szóstki. Do tej pory bywał nazywany najlepszym rezerwowym świata. - Nie przejmuję się tego typu opiniami, aczkolwiek może powinienem z tego się cieszyć, bo to bardzo dobra opinia. Mogę jednak porównać wicemistrzostwo świata z Japonii z tym mistrzostwem Europy. Tam byłem rezerwowym, teraz czułem ciężar na swoich barkach. Tylko tym te medale się odróżniają. Fajnie, że pokazałem, iż mogę rozpoczynać mecze w pierwszej szóstce i całkiem dobrze z tym się czuję - mówił zadowolony.
ASInfo