- Złapałem się kilka razy na tym, że jadąc na mecz mówiłem sobie: kurczę, to najważniejszy mecz. Każdy był najważniejszy - powiedział środkowy mistrzów Europy Daniel Pliński.
- Człowiek rozgrywał te mecze w głowie. Spał po trzy-cztery godziny. Presja niesamowita. Ale z presją trzeba umieć sobie radzić. I dlatego jesteśmy tam, gdzie jesteśmy. Przede wszystkim jest to pierwszy złoty medal mistrzostw Europy męskiej reprezentacji. Niesamowity sukces. Jeszcze do mnie nie dociera to, co nasza drużyna zrobiła. A zrobiła coś nieprawdopodobnego - stwierdził zadowolony.
Polacy niektóre mecze wygrywali wyraźnie, w niektórych walczyli do ostatniej piłki. - Nie zadrżała nam ręka ani razu. Graliśmy dobrze w końcówkach. Hiszpanie i Słowacy mieli piłki meczowe w górze, ale nie daliśmy się. Byliśmy bardzo dobrze przygotowani i wiedząc o tym byliśmy też bardzo mocni psychicznie. Nasz priorytet stanowiła drużyna. Nie mieliśmy wielkich indywidualności. Chociaż Paweł Zagumny to wielka indywidualność. Najlepszy rozgrywający świata - powiedział mierzący 205 cm zawodnik Skry Bełchatów.
W finale Polacy pokonali 3:1 Francuzów. W zespole pokonanych najlepszy był Stephane Antiga, kolega klubowy Plińskiego, który bardzo przeżył porażkę z Polakami. - Stephane to wielki wojownik. Chłop bez nogi. Cieszę się, że mogę grać obok takiego gościa w jednym klubie. Wymieniłem się z nim koszulkami, pocieszałem. To dla mnie niesamowita sprawa - przyznał Pliński. - Co będę robić, jak skończy się fetowanie sukcesu? Teraz zamierzam odpocząć.
ASInfo