- Niemiło słyszeć tyle wyzwisk pod swoim adresem, ale jeśli dzięki temu koledzy z zespołu mają mieć luźniej na boisku, to niech tak będzie. Mnie to tylko motywuje do lepszej gry - stwierdził Patryk Małecki, będący w meczu derbowym nieustannym obiektem wyzwisk ze strony kibiców Cracovii.
- Wiem, że mnie nienawidzą, bo mocno identyfikuję się z Wisłą. Szczerze, nie dziwię się im. Na ich miejscu pewnie też bym tak reagował - kontynuował temat "Mały". Przyznał, że czas odetchnąć z ulgą, bo przez najbliższe pół roku w Krakowie panować będzie Wisła. - Mówiliśmy w szatni obcokrajowcom, czym są te derby. Gdy przegrywa się z Cracovią, ciężko później nawet wyjść na miasto.
Piłkarze obu zespołów nie stworzyli porywającego widowiska. - Mecze derbowe mają to do siebie, że nie ma w nich zbyt wiele finezji, za to dużo więcej walki. Nikt nie odstawiał nogi, czego dowodem dwie kontuzje w Cracovii. Cieszymy się jednak ze zwycięstwa. Podwójnie, bo także z rewanżu za pechową porażkę w maju na "Suchych Stawach". Dobrze, że karta się odwróciła - mówił Małecki.
Z jednej strony Wisła mogła w pierwszej połowie wysunąć się na prowadzenie. Z drugiej jednak, po przerwie nie była od Cracovii wcale zespołem lepszym. - Paweł Brożek i ja mieliśmy po jednej dobrej sytuacji, Chaveza też dzieliły milimetry, ale nie był to super mecz. Szkoda mi trochę piłkarzy Cracovii, bo grali twardo, ambitnie i chcieli ten mecz wygrać - podsumował Patryk Małecki.
(ASInfo/wislakrakow.com)