Wolania Wola Rzędzińska - Lubań Maniowy 0-6 (0-1)
0-1 Pietrzak 30
0-2 Pietrzak 60
0-3 Waksmundzki 65
0-4 Ciesielka 80
0-5 Talarczyk 82
0-6 Firek 85
Sędziował Mariusz Wrażeń (Gorlice). Żółte kartki: Gleń, Czarnik, Brożek – Mikoś.
WOLANIA: Mikrut – Tadel (28 Adamowski), Gleń, Bartkowski, Czarnik, Drąg, Groński, Sołtys, Kucharzyk, Brożek, Jasiak.
LUBAŃ: Hładowczak – Mikoś, Górecki, Gąsiorek, Babik, Hałgas, Gogola (75 Talarczyk), Komorek (75 Anioł), Waksmundzki, Kurnyta (70 Firek), Pietrzak (80 Ciesielka).
Niecodzienny przebieg miał mecz w Woli Rzędzińskiej. Gospodarze kończyli spotkanie w dziewięciu. Nie był to wynik kar w tej konfrontacji, lecz efekt olbrzymich kłopotów kadrowych. Wolania miała na ławce rezerwowych tylko jednego zawodnika, który już w pierwszej połowie musiał zastąpić kontuzjowanego kolegę. Kiedy około 60 min urazów nabawili się dwaj kolejni gracze – Adamowski i Bartkowski, szkoleniowiec już nie miał żadnego pola manewru. W tym momencie miejscowi przegrywali 0:1, ale bardzo szybko stracili następne gole.
- Nasza sytuacja kadrowa jest bardzo trudna, ale mam nadzieję, że na następny mecz jakoś skompletuję skład – powiedział trener Roman Ciochoń. - W drużynie mamy szpital, jednak ktoś powinien wrócić do zdrowia, skończą się pauzy za kartki, może kadrę uzupełnimy juniorami. Nie mamy wyjścia, musimy walczyć w takich warunkach jakie są.
Goście uzyskali prowadzenie, kiedy zespoły grały jeszcze w pełnych składach. W jednej z akcji Komorek podał do Pietrzaka, który skutecznie zakończył atak. Ten sam zawodnik podwyższył na 2-0, wykorzystując podanie Kurnyty w „uliczkę”. Kiedy gospodarze musieli rywalizować w dziewięciu, jeszcze trudniej było powstrzymać ataki rywali, którzy zdobyli następne bramki.
TOR