Karpaty Siepraw - Lubań Maniowy 1-1 (1-0)
1-0 Szczytyński 30
1-1 Szablowski 87, samobójcza
Sędziował Zbigniew Siemiński (Tarnów). Żółte kartki: Szczytyński, Tylek (K). Widzów 50.
KARPATY: Matysiak - Matoga, Szablowski, Turcza, Stanula (68 Cichoń) - Szczytyński, Kubera (88 Płachta) Szymoniak, Szych - Zając (88 Stolarski), Komperda (75 Tylek).
LUBAŃ: Hładowczak - Komorek (70 Krzystyniak), Babik, Gąsiorek, Mikoś (70 Talarczyk)- Sral (85 Górecki), Gogola, Hałgas, Waksmundzki - Kurnyta, Pietrzak.
-To był nasz najgorszy mecz w tej rundzie, bardzo denerwowało mnie zachowanie gospodarzy, którzy od samego początku bronili się całym zespołem. W pierwszej połowie chyba tylko raz zagrozili naszej bramce. Moja drużyna za wszelką cenę chciała wygrać, ale niestety same chęci nie wystarczyły - denerwował się po meczu trener Lubania Marek Żołądź.
- Niestety taka prawda. Nie będę ukrywał, że znając siłę ofensywy Lubania i będąc świadomym naszej sytuacji kadrowej musieliśmy się zdecydować na skrajnie defensywną taktykę - przyznaje trenera Karpat Michał Wiącek, który nie mógł skorzystać z Morawca, Galasa, Kaczora, więc na ławce posadził trzech juniorów. - A przecież tacy zawodnicy w Lubaniu jak Waksmundzki, Pietrzak czy Kurnyta jedną indywidualną akcją mogą przesądzić o losach meczu, musieliśmy próbować zneutralizować ich możliwości. Jak to mówił pewien trener- klasyk - ustawiliśmy dwa autokary, jeden na 30. metrze, drugi na 40. i konsekwentnie się broniliśmy, licząc na kontry. Po jednej zdobyliśmy bramkę - przyznaje trenera Karpat.
W 30 min Szczytyński zagrał piłkę do Komperdy, ten zszedł z piłką do środka, strzelał, zablokowana futbolówka wróciła na 16. metr, a stamtąd Szczytyński pięknym strzałem z woleja trafił w tzw. krótki róg.
- Lubań przez cały mecz bił głową w nasz mur, bo moi chłopcy włożyli wiele serca w realizację założeń taktycznych. Tym bardziej szkoda straconej w 87 min samobójczej bramki - żałował trener Karpat.
Marek Żołądź widząc mur rywali zdecydował się posłać na boisko wysokich Talarczyka i Krzystyniaka, na nich ew końcówce sunęły wrzutki w pole karne, bo ciężkie, nierówne boisko Karpat nie sprzyjało technicznej grze. Jedna z takich wrzutek przyniosła gościom wyrównującą bramkę. - W jej zdobyciu musiał nas wyręczyć obrońca gospodarzy - kręci głową Żołądź.
Po strzale Talarczyka nie porozumieli się Szablowski i Matysiak, w czym chyba więcej winy bramkarza Karpat. Jego własny obrońca z 11 metrów go przelobował. - Przed meczem remis wziąłbym w ciemno, ale bramki straconej w takich okolicznościach szczególnie żal - przyznaje Wiącek.
Żałuje też opiekun Lubania: - Szkoda tych punktów, po zwycięstwie nasza sytuacji mogła być znacznie lepsza w tabeli, a tak nie jest zbytnio ciekawie. Trudno, mamy jeszcze jeden mecz za tydzień u siebie i trzeba to spotkanie po prostu wygrać, aby poprawić sobie nastroje.
MAS/Baniaa, lubanmaniowy.futbolowo.pl