Orzeł Balin - Glinik Gorlice 4-0 (1-0)
1-0 Kalinowski 45
2-0 Kalinowski 63
3-0 Motyka 80
4-0 Kalinowski 89
Sędziowali Paweł Sikora orz Paweł Bukowski i Kazimierz Dzióbek (Kraków). Żółte kartki: Suwaj, Cichoń - Stępkowicz, Migacz, Poręba Martuszewski. Widzów 400.
ORZEŁ: Pisarek - Wolny (30 Kalinowski), Guzik, Zdanowski, Nowak (80 Szwed), Domurat, Suwak, A. Lichota, Stępień, Motyka. Ołpiński.
GLINIK: D. Juruś - Krzysztoń (90 Paszyński), T. Olech, Żmigrodzki, Migacz, Chorobik (75 Martuszewski), Stępkowicz, Serafin (60 Poręba), Pawełczak, Pałys (r. Juruś), Skowroński.
Orzeł, typowany na jednego z faworytów ligi, nie radził sobie od początku tak jak oczekiwał zarząd klubu. Sytuacja dojrzała więc do zdecydowanych ruchów. - W przeddzień meczu przeprowadziliśmy z zespołem męską rozmowę, postawiliśmy mu ultimatum i jak widać poskutkowało - mówi Grzegorz Chechelski z zarządu Orła. - Jakich użyto argumentów? Nie chciałbym zdradzać, ale można się domyślać. W takich sytuacjach jest argument, po który często się sięga.
Chechelski zastrzega przy tym, że żadnego ultimatum nie postawiono trenerowi Piotrowi Pierścionkowi. - Widzimy jaką pracę trener wykonuje, jesteśmy z niej zadowoleni. Potrzeba było jednak wstrząsnąć zespołem. Mamy nadzieję, że to był nasz przełomowy mecz. Mieliśmy przygniatającą przewagę, potwierdzoną czterema bramki, w tym trzeba strzelonymi przez Pawła Kalinowskiego, który zaczął i skończył bramkowe dzieło. To był wreszcie dobry nasz mecz - podkreśla Chechelski.
Orzeł długo się jednak męczył z udowadnianiem przewagi, dopiero w ostatnich sekundach pierwszej połowy Kalinowski zdobył pierwszą bramkę.W drugiej części meczu trafianie do bramki Glinika szło już gospodarzom łatwiej. - A przecież gorliczanie to niedawni III-ligowcy - przypomina Chechelski. - Tym bardziej to zwycięstwo cieszy.
MST
Wkrótce więcej