Orzeł Kraków - Orzeł Balin 0-5 (0-3)
0-1 Motyka 20
0-2 Liput 21
0-3 Bojarski 37
0-4 Liput 77
0-5 Bodziony 88
Sędziowali: Tomasz Pilarski - Sebastian Wiśniowski, Szymon Wiśniowski (wszyscy Tarnów). Bez kartek. Widzów 120.
ORZEŁ PW: Szymacha - M. Bieńkowski (49 Poręba), Ciepły, Załęga (46 S. Guzik), Targosz - Petho, Mróz, Łazarczyk (46 Szuflita), J. Guzik - Wajda - Adamczyk (63 Łabuś).
BALIN: Smok - Domurat (69 Grabiec), Żuraw, Treściński, Chrzanowski (63 Wolny) - Motyka, Szlęzak (63 Nowak), Wtorek, Suwaj - Liput, Bojarski (46 Bodziony).
Początek był obiecujący dla gospodarzy, którzy przeprowadzili kilka składnych akcji. Cała misternie przygotowana przez trenera Marka Holochera układanka posypała się w ciągu minuty.
W 20 minucie 50-metrowym podaniem wrzucił piłkę w pole karne Mariusz Suwaj i choć szybowała bardzo długo, to przejął ją Nikodem Motyka i pokonał spóźnionego Sławomira Szymachę. Kibice nie zdążyli skomentować tej akcji, gdy po szkolnych błędach defensywy Tomasz Liput znalazł się przed krakowskim golkiperem i podwyższył rezultat na 2-0. Goście poszli za ciosem, opanowali środek murawy i szybko podwyższyli rezultat. Po nieudanej pułapce ofsajdowej stary ligowy wyjadacz - Marcin Bojarski - miał przed sobą tylko Szymachę i pewnie umieścił futbolówkę w siatce. W tej części gry piasczanie niewiele mieli do powiedzenia, a warte odnotowania są jedynie strzały Bieńkowskiego w 30 i Wajdy z 41 minuty.
Po przerwie posypała się defensywa miejscowych. Na boisko nie wyszedł kontuzjowany Jacek Załęga, w 49 minucie opuścił murawę Michał Bieńkowski (pierwsza diagnoza mówi o naderwanych wiązadłach), a później "strzelił" mięsień dwugłowy stopera Marcina Ciepłego i ostatnie 20 minut statystował w ataku (o dziwo w 82 minucie znalazł się sam przed bramkarzem, ale nie był w stanie trafić).
Przyjezdni grali spokojnie, dużo operowali piłką i kontrolowali wydarzenia na boisku. Przy każdej nadarzającej się okazji przeprowadzali składne akcje. W 77 minucie Tomasz Liput z bliska dołożył nogę do futbolówki po zagraniu z prawej strony Nikodema Motyki, a tuż przed końcem Damian Bodziony - po prostopadłym podaniu Motyki - wykorzystał kolejną sytuację jeden na jeden i po minięciu Szymachy umieścił piłkę w pustej bramce.
- W ciągu zaledwie 11 dni rozegraliśmy trzy mecze z faworytami ligi, stąd bilans nie jest najlepszy. Dzisiaj sami ułatwiliśmy rywalowi zadanie, a ten w pełni to wykorzystał - podsumował trener Holocher.
(AnGo)