Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > ARCHIWUM > Piłka nożna > Archiwum > 2009/2010 > Małopolska > Seniorzy > IV liga (Małopolska)
Trzy poprzeczki i słupek

Tuchovia Tuchów - Lubań Maniowy 2-0 (1-0)

1-0 Miśtak 8

2-0 Miśtak 72
Żółte kartki: Stachoń, Różycki - Górecki, Komorek Waksmudzki, Sral.
TUCHOVIA:
Żydowski - Niewola, Rzońca (66 Lądwik), Różycki, Masłoń, Stec, Ustjanowski, Stachoń, Miśtak (88 Bielak),  Jamka, Gierałt (83 Ligara). Trener Robert Truchan.

WOLSKI LUBAŃ: Gawron – Górecki (70 Anioł), Babik, Gąsiorek, Komorek, Sral (85 Kowalczyk), Hałgas, Krzystyniak, Waksmundzki, Pietrzak, Kurnyta. Trener Bartłomiej Walczak.

Maniowianie stanęli przed wielką szansą przodownictwa w lidze. Warunek był tylko jeden – wygrana w Tuchowie. Wydawało się, po analizie tabeli i wyników obu zespołów, że to zadanie nie przerasta górali. Trzeba jednak przypomnieć, iż stadion w Tuchowie zawsze był pechowy  dla maniowian. Nie inaczej było i tym razem.
Przyjezdni byli o klasę lepsi od gospodarzy. Ciągle byli w natarciu. Stwarzali doskonale sytuacje, ale bramka gospodarzy była zaczarowana. Dwa razy poprzeczkę ostemplował Kurnyta, a raz Gąsiorek. W słupek trafił Pietrzak. Cztery razy piłka, w doskonałych sytuacjach, zatrzymała się  w błocie tuż przed bramką.
– Potężny niefart – kręci głową kierownik maniowskiej jedenastki, Bronisław Jabłoński. – W dodatku zaraz po straconej bramce, z bliska rywal wepchnął piłkę do siatki,  posłaliśmy futbolówkę do bramki gospodarzy. Uczynił to Gąsiorek. Postronni obserwatorzy, w tym dziennikarz Gazety Krakowskiej, byli zdziwieni, że sędzia gola nie uznał. Według nich bramka została prawidłowo zdobyta. Arbiter jednak  dopatrzył się faulu, tylko nie wiadomo kogo, bo przy strzelcu nie było nikogo. Po zmianie stron również inicjatywa należała do nas. Nadal jednak pech prześladował nas w sytuacjach bramkowych. To piłka minimalnie mijała słupki, a to stanęła w błocie i ze znakomitej sytuacji były nici. Tymczasem miejscowi wyprowadzili kontrę. Lekko uderzona piłka – nie wiem czy nawet nie zeszła z nogi -  w błocie zawirowała, dostała poślizgu i majestatycznie, obok zaskoczonego bramkarza, przy słupku wpadła do siatki.

Stefan Leśniowski

WIADOMOŚCI

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty