Limanovia zremisowała z Karpatami Siepraw 2-2 w meczu 28. kolejki IV ligi. - Tracimy bramki po kardynalnych błędach, które zespołowi walczącemu o życie nie mogą się przytrafiać - żałuje trener Karpat Michał Wiącek. Nerwowe chwile przeżywał też szkoleniowiec Limanovii - Ireneusz Adamus.
Limanovia - Karpaty Siepraw 2-2 (2-1)
1-0 Nowak 20
1-1 Jarosz 21, karny
2-1 Wtorek 28
2-2 Szymoniak 66
Sędziował Piotr Medoń (Wadowice). Żółte kartki: Zasadni, Lachor – Kubiak. Widzów 100.
LIMANOVIA: Paluch – Merklinger, Kulewicz, Jantas, Górski – Zasadni (78 Florek), Wtorek, Nowak, Naściszewski – D. Kurczab (75 Lachor), Skiba.
KARPATY: Kardynia - Matoga, Turcza (86 Dąbrowski), Szablowski, Czajka - Galas (76 Rapacz), Kubera, Szymoniak, Szczytyński - Kubiak, Jarosz (68 Komperda).
To był niezwykle istotny dla obu drużyn, bo obie, przy nieznanej ostatecznie liczbie spadkowiczów jeszcze walczą o utrzymanie. Remis wydaje się większą stratą dla Limanovii, która nie wykorzystała atutu własnego boiska. Trenera Karpat Michała Wiącka punkt też jednak nie cieszy. - W naszej sytuacji nie możemy już patrzeć na to, gdzie gramy, czy teren jest trudny, czy łatwy. Musimy wszędzie wygrywać, teraz w dwóch ostatnich meczach pilnie potrzebujemy czterech punktów, a przecież już pierwszy rywal jest bardzo trudny. Orkan ma doświadczonych piłkarzy, którzy poradziliby sobie w wyższych ligach. Tak jak Limanovia będą potrafili wykorzystywać nasze błędy.
Karpaty rzeczywiście niemal sprezentowały dwa gole Limanovii. W 20 min po dośrodkowaniu gospodarzy z bocznej strefy boiska Czajka, nieatakowany przez nikogo, wybił piłkę wprost pod nogi Nowaka, a ten z 16 metrów posłał ją do bramki. Goście natychmiast odrobili stratę. Szybko rozklepali szyki obronne przeciwnika i w polu karnym przed szansą stanął Szymoniak, ale został tam sfaulowany. Karnego pewnie wykorzystał Jarosz i w minutę po stracie było już 1-1. Tylko, że niedługo się sieprawianie cieszyli. W 24 min szansy nie wykorzystał Jarosz, który w sytuacji sam nie sam posłał piłkę obok słupka. Na podobną niefrasobliwość nie pozwolił sobie równie doświadczony Wtorek i w 28 min wyprowadził Limanovię na prowadzenie. Błąd popełnili środkowi obrońcy, za nich poszła piłka, Szymoniak nie trafił w nią chcąc wybić, z prezentu natychmiast skorzystał Wtorek, dostał futbolówkę na 8. metrze i dopełnił stamtąd dzieła.
Jeszcze przed przerwą Karpaty mogły wyrównać. W 45 min po podaniu Szczytyńskiego Galas już mógł się decydować na strzał, ale jeszcze chciał oddać piłkę koledze. Podawaną do Szczytyńskiego futbolówkę przejął Górski.
Po przerwie gra przynosiła szanse obu zespołom. W 54 min Turcza z 25 metrów uderzał nad poprzeczką, w 57 min tak samo - minimalnie niecelnie - przymierzył z rzutu wolnego Naściszewski. W 59 min błąd środkowych pomocników z Sieprawa, naprawił dobrą interwencją po strzale rywali z 20 metrów Kardynia. W 61 min bramkarz Karpat wygrał z kolei pojedynek ze Skibą.
Trudni się dziwić wielkim nerwom trenera Limanovii, gdy w 66 min straciła bramkę. - Szymoniak oddał chyba strzał życia, piękny z 25 metrów i tak mocny, że mimo próby interwencji piłka po rękach Palucha wpadła do bramki - Michał Wiącek chwali piłkarza, którzy zapracował też na rzut karny, a więc odkupił wszelkie winy przy straconej bramce.
W końcówce Karpaty przycisnęły rywala, ale wielkie kłopoty z wykańczaniem świetnym podań wzdłuż bramki - najpierw Komperdy (82 min), a potem Rapacza (84) - miał Szczytyński. W obu znakomitych sytuacjach fatalnie pudłował.
Na koniec jeszcze postraszyła rywala Limanovia. W doliczonym czasie w komplecie stawili się jej zawodnicy w polu karnym, po rzucie wolnym z połowy boiska. Wyjaśnił sytuację Kardynia.
- Szkoda tych kardynalnych błędów przy straconych bramkach. Można by gorzko podsumować, że wszystkie cztery gole strzeliliśmy w Limanowej - mówi trener Karpat.
Limanovia przystąpiła do meczu mocno osłabiona bez czterech podstawowych zawodników (Ślazyk, Miśkowiec, Duchnik, Wojta), którzy musieli wziąć udział w mistrzostwach Polski blacharzy w piłce nożnej. Ich udział w tych rozgrywkach był wcześniej uzgodniony z ich pracodawcą. - Mimo tych ubytków Limanovia mogli zgarnąć 3 pkt. Na przeszkodzie stanęły dwa proste błędy i brak skuteczności pod bramką gości - oceniał kierownik drużyny z Limanowej Antoni Mizgała.
Równie niezadowolony był opiekun Limanovii Ireneusz Adamus. Jeszcze w trakcie mecze toczył ostre wymiany zdań ze swoimi zawodnikami...