Wolski Lubań Maniowy – Limanovia Limanowa 5-2 (2-0)
1-0 Kurnyta 35
2-0 Pietrzak 44
3-0 Pietrzak 54
4-0 Pietrzak 60
4-1 Duchnik 65
4-2 Ślażyk 87
5-2 Waksmundzki 88
Sędziował Dawid Pająk z Wadowic. Żółte kartki: Gąsiorek, Anioł. Widzów 220.
LUBAŃ: Gawron – Komorek, Górecki, Gąsiorek, Potaczek (55 Anioł), Sral, Hałgas (75 Babik), Waksmundzki, Kowalczyk (60 Ciesielka), Kurnyta, Pietrzak.
LIMANOVIA: Sitarz – Wojtas (65 Kaim), Michalik, Czaja (46 Duchnik) – Kulewicz, Gawlik, K. Kurczab (57 Naściszewski), Janas, Miśkowiec (46 D. Kurczab) – Augustyn, Ślażyk.
Lubań rozstrzelał przeciwnika. Tak na dobrą sprawę limanowianie mogą podziękować niebiosom, że wyjechali z bagażem tylko pięciu goli. Śmiało mógł paść ich znacznie więcej.
- Widzowie byli zachwyceniu naszą grą. Trzeba przyznać, że gramy z polotem i zaczęliśmy strzelać. Śmiało mogła paść dwucyfrówka, bo sytuacji mieliśmy multum. Zabrakłoby papieru, by je notować. Nie wybrzydzajmy, wszystko nie mogło wpaść. Forma wyraźnie idzie w górę – mówi kierownik drużyny Bronisław Jabłoński.
Ma powody do satysfakcji, gdyż jego zespół grał jak z nut. Sporo było kombinacyjnych akcji, mnóstwo strzałów na bramkę, sytuacji i… sól każdego meczu, aż siedem goli, z czego pięć w „sieci” limanowian. Hat trick zaliczył Jacek Pietrzak. Ten transfer wiosną był strzałem w dziesiątkę. Nie on jednak rozpoczął bramkowy festiwal, lecz Kurnyta. Kibice musieli czekać 35 minut na pierwsze trafienie swych ulubieńców. Pietrzak pięknie do niego dograł, a ten główką pokonał ostatnią instancję przyjezdnych. Za to Pietrzak zdobył gola do szatni. Waksmundzki mu w tym dopomógł. Dał mu prostopadłe podanie za obrońców, a ten mocnym strzałem nie dał szans golkiperowi. W 54 minucie wykorzystał nieporozumienie bramkarza i obrońców. Przechwycił podanie bramkarza i nie miał problemów z ulokowaniem piłki w pustej bramce. Po godzinie gry było już 4-0. Znowu Pietrzak zbierał zasłużone gratulacje, bo gol był przedniej marki, zdobyty nożycami. Goście w 65 minucie wykorzystali rozkojarzenia miejscowych i po rzucie rożnym Duchnik zdobył gola. Z drugiego trafienia goście cieszyli się w 87 minucie. Ślażyk otrzymał prostopadle podanie, wszedł jak w masło między obrońców i po raz drugi Gawron musiał wyjmować piłkę z siatki. Ostatnie jednak słowo należało do gospodarzy. W 88 minucie Waksmundzki mimo ostrego kąta zdołał (dobitka) wpakować piłką do siatki.
Stefan Leśniowski