Lubań Maniowy – Skawa Wadowice 4-0 (1-0)
1-0 Pietrzak 22
2-0 Hałgas 53
3-0 Kurnyta 74
4-0 Kurnyta 90 (karny)
Sędziował Szymon Krawczyk z Oświęcimia. Żółte kartki: Kuzia, Barcik. Czerwona kartka - Kuzia.
LUBAŃ: Gawron – Gąsiorek, Górecki, K. Potoczak (65 Anioł) – Komorek (80 Firek), Kowalczyk (78 Babik), Hałgas, Waksmundzki, Sral (65 Krzystyniak) – Kurnyta, Pietrzak.
SKAWA: Krawczyk – Bzduła (80 Marszałek), Kozieł (46 Warchał ), Kuzia – Palmirski (59 Kula), Jamróz, Mos, Barcik, Szewczyk – Sroka, Kowalczyk.
Kibice sympatyzujący z Lubaniem chcieliby zawsze widzieć swój zespół w takiej depozycji jak w niedzielę. Podopieczni Bartłomieja Walczaka zmazali plamę jaką dali przed tygodniem w Wojniczu.
- Drugi taki mecz już nie może nam się przytrafić – mówił przed meczem piłkarz Lubania, Anioł.
Tak rzeczywiście się stało. Od pierwszego gwizdka sędziego gospodarze przystąpili do szturmu bramki Skawy. Przyjezdni zamurowali swoją świątynię. Bronili do niej dostępu ze wszystkich sił. Liczono, że jeśli przejmą piłkę, to skontrują. Wszyscy, którzy tak myśleli byli w błędzie. Goście przyjechali z nastawieniem na bezbramkowy remis. Jak dostali piłkę, to wybijali ją byle dalej od własnej bramki. Gospodarze początkowo nie mogli sforsować skomasowanej obrony Skawy. Dopiero w 22 minucie pozyskany wiosną Pietrzak z Jarmuty Szczawnica odczarował świątynię Wadowic. Świetnie dośrodkował Sral, a zmęczona ciągłym odpieraniem ataków defensywa Skawy popełniła błąd. Pozostawiła bez opieki Pietrzaka, który w 5 metrów nie zmarnował okazji.
Goście zostali „rozstrzelani” w drugiej połowie. Trzeba przyznać, że po fantastycznych akcjach. Należy pochwalić zawodników, że mimo świetnych okazji nie decydowali się na strzały, lecz dostrzegali kolegów znajdujących się w lepszych pozycjach. Tak było przy drugiej bramce, kiedy Sral mógł strzelać, bo był sam na sam, a jednak odegrał piłkę od Hałgasa, który ulokował ją w pustej bramce. Do egoistów nie zalicza się także Waksmundzki, który idealnie obsłużył Kurnytę, również do „pustaka”. Ten sam zawodnik ustalił wynik spotkania z rzutu karnego. Podyktowany został za faul na nim.
- Po porażce z Wojniczem pozostał wielki niesmak i wstyd – mówi Bartłomiej Walczak. – Zagraliśmy fatalnie i chcieliśmy się zrehabilitować przed własną publicznością. Wysoka wygrana jest zasłużona, chociaż powinna być w okazalszych rozmiarach. Co najmniej dwa razy wyższa. Zmarnowaliśmy mnóstwo dogodnych sytuacji. Szczególnie w pierwszej połowie i w końcówce meczu. Muszę pochwalić zawodników, że nie napalali się na gole i jak dostrzegali rywala w lepszej pozycji, to oddawali mu piłkę. Skawa nie postawiła wysokich wymagań. Zagrała słabo i nie wypracowała sobie golowej sytuacji.
Stefan Leśniowski