Skawa Wadowice - Wolania Wola Rzędzińska 0-6 (0-3)
0-1 Jasiak 4
0-2 Jasiak 15, karny
0-3 Jasiak 39
0-4 Jasiak 59
0-5 Czarniak 77
0-6 Jasiak 86
Sędziował Krzysztof Jakubik (Oświęcim). Żółte kartki: J. Curzydło, K. Kuzia, Krawczyk. Czerwone kartki: J. Curzydło (30, faul), K. Kuzia (87, 2. żółta). Widzów 100.
SKAWA: Gawlik - S. Palmirski, Bańdura, P. Dyrcz, P. Gaudyn - J. Curzydło, Bednarz, Jagiełka, Warchał - Kasiarz (46 Krawczyk), Barcik (46 K. Kuzia).
WOLANIA: Mikrut - Kaim (55 Roik), Gąsior, Goliński (60 Grojski), Malec - Drąg, Tadel, Kozioł, Konieczny (75 Półkoszek) - Jasiak, Płuciennik (60 Czarnik).
Grzegorz Jasiak znacząco poprawił w Wadowicach i tak pokaźny bramkowy dorobek. Pięć bramek to osiągnięcie godne uwagi, bo bijące skuteczność tego piłkarza nawet z czasów jego piłkarskiej młodości. To, że odbiorcą ciosów była akurat najsłabsza i przeżywająca spore kłopoty Skawa, trochę tylko odbiera doświadczonemu napastnikowi zasług, chociaż trener Wolanii Roman Ciochoń komentował je z dużym realizmem: - Strzelenie pięciu goli jest wyczynem, ale trzeba wziąć pod uwagę poziom rywala, który był słaby. Jasiak zrobił swoje, obnażył braki przeciwnika.
Tych braków już przed meczem było wiele, a w jego trakcie wadowiczanie zostali jeszcze osłabieni, gdy z czerwoną kartką zszedł Curzydło, którego faul sędzia uznał za atak z tyłu i nie zastanawiał się nad kolorem kartki, tylko od razy wyjął czerwoną.
Symbolem wszystkich sześciu straconych przez Skawę goli był już ten pierwszy - jeden z jej piłkarzy wybijając piłkę sprzed swojej bramki trafił w kolegę, a z tego skrzętnie skorzystali goście natychmiast przejmując futbolówkę i otwierając drogę do bramkowych popisów Jasiakowi.
- Mogliśmy wygrać o wiele wyżej - oceniał Roman Ciochoń.
MAKI