Poprad Muszyna - Karpaty Siepraw 4-2 (1-2)
1-0 Biernacki 16
1-1 Jarosz 32
1-2 Szablowski 38 (karny)
2-2 Damasiewicz 48
3-2 Damasiewicz 54
4-2 Plata 68
Sędziował Zbigniew Siemiński (Tarnów) Żółte kartki: Ciastoń, D. Bomba. Widzów 150.
POPRAD: D. Bomba - Grzyb, Kosecki, Polański, Damasiewicz - T. Bomba, Ciastoń, Łukasik (46 Plata), Basta - Zachariasz (88 Jeż), Biernacki (74 Kozub).
KARPATY: Matysiak - Czajka, Suder (70 Dąbrowski), Szablowski, Turcza - Szczytyński (80 Nycz), Kubera, Galas (71 Komperda), Szymoniak - Jarosz, Kubiak (82 Rapacz)
- Bardzo chcieliśmy wygrać i to nam się udało. Mieliśmy przewagę, ale Karpaty postawiły nam ciężkie warunki. To ułożony zespół, ciekawie grający z kontry - skomentował zwycięstwo Popradu trener Janusz Świerad.
Walczący o awans muszynianie objęli prowadzenie po ładnej akcji. Zachariasz podał do Ciastonia, ten wyłożył piłkę Biernackiemu, który przelobował bramkarza Karpat. Piękny gol!
Nieoczekiwanie I połowę wygrały jednak Karpaty, właśnie po kontrach, które są atutem zespołu z Sieprawia. Wyrównanie nastąpiło po dograniu na 10. metr, do tyłu, do Jarosza, który płasko, po ziemi, uderzył po "długim". Niebawem, po kolejnej kontrze gości, Damasiewicz zahaczył nogą zawodnika Karpat i po karnym było 1-2.
Lewy obrońca Damasiewicz po przerwie w pełni zrehabilitował za swą niedokładną interwencję i w ciągu niespełna 10 minut strzelił dwa gole, co Popradowi dało prowadzenie 3-2! - Zdobył już cztery gole w dwóch meczach - chwalił defensora trener Świerad. Damasiewicz najpierw uderzył silno po ziemi w "krótki" róg, a następnie w zamieszaniu po centrze z kornera strzelił z woleja z lewej po "długim"...
Goście mogli wyrównać, bo stworzyli naprawdę świetną sytuację. Jarosz uderzył w "długi" róg, ale D. Bomba popisał się równie świetną interwencją, parując piłkę na rzut rożny.
Gola na 4-2 muszynianie uzyskali z kontry. Basta idealnie dograł Placie, a ten skierował futbolówkę do pustej bramki.
To trafienie uspokoiło oba zespoły. Goście szukali szans na kontrę, a miejscowi czujnie bronili korzystnego dla nich wyniku.
- Za wrażenia artystyczne niestety punktów nie dają, zaprezentowaliśmy się w dzisiejszym spotkaniu z bardzo dobrej strony, prowadziliśmy grę mając za przeciwnika bardziej doświadczoną drużynę Popradu, gdzie grają naprawdę znane nazwiska. Niestety - brak koncentracji na początku drugiej połowy zaważył na wyniku. Wyglądało to tak, jak byśmy ciałem byli na boisku, ale duchem jeszcze w szatni - żałował trener Karpat Michał Wiącek, który zaraz po meczu pognał na Suche Stawy, gdzie grał Hutnik. - Daliśmy ewidentne prezenty, które tak doświadczona drużyna jak Poprad wykorzystała bez skrupułów. Mieliśmy sytuacje, ale nie zamieniliśmy ich na bramki. Bomba efektownie obronił strzał Jarosza, w 83 min Komperda strzelił w słupek... Widzę symptomy lepszej gry, ale musimy zacząć zdobywać punkty. W najbliższej kolejce czeka nas mecz ze Skawą. Na pewno nie zlekceważymy przeciwników, liczymy na przełamanie i komplet punktów. Naprawdę najbardziej żal, że będąc równorzędnym przeciwnikiem w tym spotkaniu, nastąpił ten okres gry w rozluźnieniu, który wyprowadził rywali na prowadzenie. Ospałość i brak zaciętości na początku drugiej połowy miały duży wpływ na porażkę - przyznawał Wiącek.
RST/MAKI