Łysica Akamit Bodzentyn - Górnik Wieliczka 1-0 (1-0)
1-0 Barucha 18
Sędziował Maciej Mądzik (Kielce). Żółte kartki: Kardas, Sadłowski - Łyduch, Ł. Domoń, Sikora. Widzów 200.
ŁYSICA: Dymanowski - Cichoń, Łapot, Kardas, Ubożak (75 Wojtal), Sadłowski (61 Kozubek), Gołąbek, Barucha, Trela, Grzegorski (88 Czarnecki), Wilk.
GÓRNIK: Kosiorowski - M. Domoń, Sikora, Dziedzic, Ł. Domoń, Guzik (46 Kagize), Jamka, Górecki (75 Zawartka), Bułat (68 Nędza), Łyduch, Kawaler (55 Skiba).
W 18. minucie defensorzy Górnika nie zdołali wyekspediować piłki, konsekwencją było popełnienie faulu tuż za obrębem „16”. Barucha solidnie przymierzył po długim rogu i Kosiorowski skapitulował. To był najważniejszy moment dzisiejszego meczu w Bodzentynie.
- Strzał był rzeczywiście ładny, nie do obrony. Inna sprawa, że jeszcze przy stanie bezbramkowym śmiało mógł otworzyć wynik Kawaler, ale trafił w bramkarza. Szkoda, że Pawłowi odnowiła się kontuzja i musiałem dokonać zmiany. Liczyłem, że Kawaler rozrusza atak Górnika. Bodaj w 27. minucie z kolei Guzik uderzył w boczną siatkę. Wprawdzie gol Baruchy padł po jedynym zagrożeniu naszej bramki do przerwy, ale w tej fazie gry nie wykorzystaliśmy atutu w postaci silnego wiatru. Po zmianie stron moi piłkarze przejawili większą inicjatywę, częściej byli przy piłce, ale nic konkretnego z tego nie wynikło. Pod koniec meczu strzał Łyducha obronił bramkarz Łysicy. Natomiast pod naszą bramką obroną niebezpiecznego strzału wykazał się Kosiorowski - powiedział nam trener wielickiego klubu, Robert Włodarz.
cst