Cztery dni po pucharowym święcie, czyli meczu z Wisłą, Limanovia powiększyła stan posiadania o trzy punkty. Przeciwko Łysicy Bodzentyn nie było łatwo, ale dzięki strzałowi Kiwackiego drużyna Mariana Tajdusia osiągnęła cel.
Limanovia Szubryt Limanowa - Łysica Bodzetyn 1-0 (1-0)
1-0 Kiwacki 29
Sędziował Marcin Koster (Kraków). Żółte kartki: Kozubek, Czarnecki, Maruszewski, Barucha. Widzów 500.
LIMANOVIA: Pyskaty - Wszołek, Kulewicz, Banaszkiewicz, Podstolak, Basta (89 Miskowiec), Prokop, Skiba (74 Kępa), Wańczyk (70 Pietrzak), Kiwacki (78 Gadzina), Waksmundzki.
ŁYSICA: Dymanowski - Ubożak, Łapot, Maruszewski (75 Markowski), Sadłowski, Kozubek, Gryz (60 Wojtal), Hajduk, Czarnecki (80 Grzegorski), Barucha, Michta (64 Boguszewski).
W 29. minucie szarżował Waksmundzki i wprawdzie po minięciu dwóch rywali stracił kontrolę nad piłką, ale ta trafiła pod nogi Kiwackiego. Snajper limanowskiego klubu oddał skuteczny strzał i Dymanowski skapitulował. Golkiper Łysicy zdołał natomiast nieco później zneutralizować uderzenie Podstolaka. Beniaminek z Bodzentyna miałby wielką szansę, gdyby stojącemu na linii pola bramkowego Barusze w ostatniej chwili nie wybił futbolówki jeden z defensorów gospodarzy.
Po przerwie Limanovia nadal miała więcej do powiedzenia. I powinna wygrać wyżej, ale Kiwacki (podobnie jak jeszcze przy stanie bezbramkowym) nie zdołał wygrać konfrontacji z Dymanowskim, który krótko przed końcowym gwizdkiem nie dał się zaskoczyć Miśkowcowi.
cst