Poprad Muszyna - Orlicz Suchedniów 3-2 (2-0)
1-0 T. Bomba 13
2-0 Damasiewicz 27
2-1 Jaworek 60
2-2 Banaczkowski 85
3-2 Polański 90+1, karny
Sędziował Maciej Koster (Kraków). Żółte kartki: Saratowicz - Banaczkowski. Widzów 100.
POPRAD: D. Bomba - Szczepanik, Polański, Merklinger, Saratowicz, Dąbek, T. Bomba (64 Zachariasz), Damasiewicz (80 Biernacki), Janur, Drobny, Szambelan (61 Podgórniak).
ORLICZ: Bilski - Dębniak, Kubiec, Jaworek, Banaczkowski, Rabenda, Motyl, Mamonow, Zegadło, Sosiński, Żelazowski.
Prezes Popradu Muszyna, Stanisław Sułkowski, po końcowym gwizdku długo nie mógł opanować emocji. - Byliśmy dziś na karuzeli. Do przerwy nasza drużyna grała koncertowo. Po strzałach Tomka Bomby i Damasiewicza padły dwa gole, ale powinniśmy prowadzić znacznie wyżej. Natomiast po zmianie stron było z grą Popradu zupełnie inaczej. Wręcz fatalnie. Naprawdę trudno wytłumaczyć tę nagłą metamorfozę.
- Orlicz zatem wyrównał w 85. minucie i wydawało się, że apetyty Popradu na zwycięstwo nie zostaną zaspokojone. Na szczęście już w przedłużonym czasie meczu w polu karnym gości został sfaulowany Janur. Zaś Polański wykorzystał „jedenastkę” - odetchnął z ulgą prezes Sułkowski.
cst