Śląsk Wrocław - Cracovia 3-0 (3-0)
1-0 Diaz 4 (rzut karny)
2-0 Mila 22
3-0 Mila 45
Sędziował Robert Małek z Zabrza. Pietrasiak, Dudek - Kaczmarek, Nykiel. Widzów 12 000.
ŚLĄSK: Kelemen – Celeban, Pietrasiak, Pawelec, Socha - Dudek, Mila (76 Cetnarski)), Kaźmierczak, Madej (86 Mraz) - Sobota, Diaz (76 Voskamp).
CRACOVIA: Kaczmarek – Nykiel, Żytko, Hosek (46 Kosanović), Suart (46 Dudzic) – Bartczak (73 Budziński), Boljević – Szałachowski, Struna, Steblecki – van der Biezen.
W Cracovii nastąpiła jedna roszada, ale wymuszona. Zamiast kontuzjowanego Ntibazonkizy po raz pierwszy w podstawowym składzie zagrał Sebastian Steblecki, syn byłego hokeisty "Pasów" i olimpijczyka - Romana. To utalentowany chłopak i dziwne, że dopiero teraz daje się mu szanse.
Początek spotkania okazał się fatalny dla gości. Sam przed Kaczmarkiem znalazł się Diaz i kiedy próbował mijać golkipera został zaatakowany kolanem. Sędzia nie miał wątpliwości i podyktował rzut karny pewnie zamieniony na gola przez poszkodowanego. Po chwili mógł lepiej przymierzyć zza linii pola karnego van der Biezen, a w odpowiedzi szybki Diaz trafił w poprzeczkę.
W 22 minucie pogrążony dotąd w kryzysie Śląsk praktycznie załatwił sprawę. Madej, po akcji prawą stroną, ograł Suarta i zagrał do Mili, a ten z 13-14 metrów przymierzył w dłuższy róg.
Tuż przed przerwą kolejny błąd na lewej stronie popełnił Suart, nie zdołał tego naprawić Steblecki i Socha dośrodkował na siódmy metr, a Mila z woleja nie dał szans Kaczmarkowi.
Po przerwie poderwała się Cracovia i wydawało się, że jeszcze powalczy. Szybko sie okazało, że to tylko chwila prawdy. Wrocławianie uprządkowali grę, opanowali środek boiska i wszystko wróciło do normy. W 60 minucie Madej, a dziewięć minut później Dudek w dogodnych pozycjach fatalnie pudłowali. W 73 minucie "Pasy" stanęły przed szansą zdobycia kontaktowego gola. Rzut wolny z 17 metrów egzekwował Boljević i przymierzył w poprzeczkę! Odbitą futbolówkę próbował jeszcze skierować do bramki Dudzić, ale nie trafił w jej światło.
(gst)