Łódzki KS - Śląsk Wrocław 1-2 (1-0)
1-0 Łukasiewicz 10
1-1 Kaźmierczak 78
1-2 Wasiluk 88
Sędziował Dawid Piasecki ze Słupska. Żółte kartki: Romańczuk, Kašcelan, Szałachowski - Sobota, Pietrasiak. Widzów 2600.
ŁKS: Wyparło - Stefańczyk, Łabędzki, Klepczarek, Kaczmarek - Smoliński (63 Szałachowski), Łukasiewicz, Kašcelan, Pruchnik, Romańczuk (73 Mięciel) - Saganowski.
ŚLĄSK: Kelemen - Celeban, Fojut, Pietrasiak, Pawelec (65 Wasiluk) - Madej (42 Gikiewicz), Sztylka, Dudek, Mila, Ćwielong (65 Kaźmierczak) - Sobota.
W 10 minucie Kaczmarek dośrodkował z rzutu wolnego, najwyżej wyskoczył Łukasiewicz i strzałem głową pokonał Kelemena. Sensacyjne prowadzenie łodzian było zasłużone. W 65 minucie wytrawny stateg, jakim jest trener Śląska Orest Lenczyk, dokonał dwóch zmian i na murawie pojawili się Kaźmierczak oraz Wasiluk. I to właśnie oni okazali się bohaterami strzelając gole. Najpierw z lewej strony dośrodkował Wasiluk i Kaźmierczak głową pokonał Wyparłę, a dziesięć minut później rzut rożny egzekwował Mila, a Wasiluk "głowką" z 6 metrów wpakował futbolówkę do siatki, choć jeszcze na linii próbował ratować sytuację Kaczmarek.
- Graliśmy konsekwentnie to samo i choć długo nic nam nie wychodziło, to wreszcie przełamaliśmy defensywę gospodarzy - podsumował Sebastian Milla, który podobnie jak pozostali piłkarze Śląska sprezentowali po spotkaniu koszulki wiernym kibicom.
- Przez 70 minut to my dominowaliśmy na boisku i gdybyśmy strzelili drugą bramkę, to zapewne punkty pozostałyby w Lodzi. Szkoda, że nie wykorzystaliśmy doskonałych okazji, bo wówczas w naszej grze byłby większy spokój - stwierdził Marek Saganowski.
(st)