Śląsk Wrocław - Widzew Łódź 1-2 (0-2)
0-1 Dżalamidze 33
0-2 Bieniuk 39
1-2 Mila 66
Sędziował Dawid Piasecki ze Słupska. Żółte kartki: Kelemen, Madej, Socha - Broź, Grzelczak, Panka, Mielcarz, Budka. Widzew 7500.
ŚLĄSK: Kelemen - Celeban, Pietrasiak, Wasiluk (46 Socha), Spahić - Sztylka, Dudek, Ćwielong (64 Sobota), Mila - Madej (72 Diaz), Voskamp.
WIDZEW: Mielcarz - Broź (56 Mroziński), Ukah, Bieniuk, Dudu - Budka, Panka, Pinheiro, Dżalamidze (83 Bartkowski) - Okachi, Oziębała (26 Grzelczak).
Po sensacyjnych porażkach Lecha Poznań i Wisły Kraków w niedzielę nastąpił ciąg dalszy. Wrocławski Śląsk uległ na własnym stadionie Widzewowi Łódź 0-2, a przecież zespół Oresta Lenczyka mógł zostać samodzielnym liderem T-Mobile Ekstraklasy.
Wygrana gości w pełni zasłużona, bowiem w przekroju całego meczu byli szybsi, aktywniejsi i stworzyli więcej klarownych okazji.
Widzewiacy dwa gole strzelili w ciągu zaledwie sześciu minut. Najpierw Dżalamidze znalazł się sam przed bramkarzem i po minięciu go trafił do pustej siatki, a następnie po wrzutce z rzutu wolnego na krótki słupek efektowną główką popisał się Bieniuk.
Wrocławianie zdobyli kontaktową bramkę w dość kontrowersyjnej sytuacji, która była niemal kopią tej z Lubina, gdzie arbiter nie uznał trafienia Suworowa z Cracovii. W tym przypadku - po wrzutce Madeja - w prawym narożniku pola bramkowego wyskoczył Mila i zaatakował Dudu. Futbolówka po odbiciu się od pleców pomocnika Śląska przelobowała Mielcarza.
W doliczonym czasie gry - przy rzucie rożnym w wykonaniu Mili - pod bramkę Widzewa zapędził się bramkarz Kelemen. Po chwili Grzelczak nie trafił z kilku metrów po akcji Bartkowskiego, a była to "setka" dla gości.
Prawdopodobnie było to ostanie spotkanie Śląska przy ul. Oporowskiej, a kolejna potyczka powinna się odbyć na nowym stadionie. Czy tak będzie okaże się wkrótce.
(gst)