Korona Kielce - Ruch Chorzów 2-2 (2-2)
1-0 Zieliński 6
1-1 Straka 8
1-2 Abbott 33, karny
2-2 Vuković 38, karny
Sędziował Szymon Marciniak (Płock). Żółte kartki: Kuzera, Korzym - Grodzicki.
KORONA: Małkowski - Kuzera, Hernani, Stano, Lisowski - Korzym (83 Zieńczuk), Vuković, Lech (77 Lenartowski), Jovanović, Sobolewski - Zieliński (68 Kaczmarek)
RUCH: Perdijić - Lewczuk, Grodzicki, Djokić, Szyndrowski - Grzyb, Malinowski, Straka, Janoszka (83 Zieńczuk) - Abbott (58 Jankowski), Piech (74 Lisowski).
Korona Kielce i Ruch Chorzów miały szansę na zajęcie fotela lidera na koniec 2. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Musiały jednak wygrać w Kielcach, a mecz zakończył się podziałem punktów. Wszystkie bramki padły do przerwy, w tym dwie z rzutów karnych, które wzbudziły kontrowersje.
Sporo emocji było w Kielce i szybko się zaczęły. Korona objęła prowadzenie w 6 min, gdy Michał Zielinński znalazł się gdzie powinien, gdy bramkarz Ruchu wybił piłkę po strzale Grzegorza Lecha. Dwie minuty później Ruch już wyrównał. Gabor Straka wyrównał strzałem przy słupku.
W 33. minucie po raz pierwszy pojawiły się kontrowersje. Sędzia zakwalifikował starcie Kamila Kuzery z Łukaszem Janoszką jako faul Kuzery i podyktował rzut karny. Na bramkę zamienił go Paweł Abbott.
Kolejne wątpliwości dopadły kilka minut później sędziego Marciniaka. Bramkarz Ruchu Matko Perdijic w polu karnym spowodował upadek Michała Zielińskiego. Sędzia najpierw nie zagwizdał faulu, ale po protestach kielczan i konsultacji z asystentem znów wskazał na wapno. Aleksandar Vuković na raty wykorzystał karnego, dopiero w dobitce pokonał bramkarza Ruchu.
Karnych mogło być w Kielcach więcej, ale na podyktowanie trzeciego w 75 min, gdy Szyndrowski sfaulował Lecha, sędzia się już nie zdecydował. A powinien...
Pomeczowe komentarze:
Waldemar Fornalik, trener Ruchu:
- To, co Korona pokazała w pierwszym spotkaniu z Cracovią, potwierdziła w dzisiejszym meczu. Spodziewaliśmy się twardej i nieustępliwej gry. I tak to wyglądało. Warunki sprzyjały kontaktowej grze. Emocji było sporo, świadczą o tym na przykład cztery bramki. Przy stanie 2:1 wyprowadziliśmy kontrę i gdybyśmy ją wykorzystali, wynik mógłby być dla nas bardziej korzystny. Później zrobiło się 2:2 i po pierwszej połowie nie byłem zadowolony. Natomiast po drugiej połowie mogę powiedzieć, że ten punkt nas zadowala. Wywieźliśmy go z trudnego terenu, po fragmentami naprawdę ciekawej grze.
Leszek Ojrzyński, trener Korony:
- W pierwszej połowie padły cztery bramki, ale my z tej gry nie jesteśmy zadowoleni. Przede wszystkim w obronie popełnialiśmy dużo prostych błędów i całe szczęście, że straciliśmy tylko dwie bramki, bo drużyna gości miała swoje okazje. Za drugą połowę trzeba pochwalić zespół, pierwsze 10 minut to była rewelacyjna gra. Gdybyśmy wtedy strzelili na 3:2, może byśmy zgarnęli całą pulę. W piłce tak jednak jest, że jeszcze mogliśmy to spotkanie przegrać. Zdobyliśmy jeden punkt i na razie się z niego cieszymy. Zobaczymy w końcowym rozrachunku, czy to będzie zwycięski remis czy przegrany, ale mam nadzieję, że zwycięski. Liczę, że te punkty wystarczą na osiągnięcie celu, jaki sobie założyliśmy.
ST/niebiescy.pl