GKS Bełchatów - Podbeskidzie Bielsko-Biała 6-0 (3-0)
1-0 Popek 7
2-0 Popek 9
3-0 Bożok 33
4-0 Żewłakow 48
5-0 Szmatiuk 52
6-0 Popek 71
Sędziował Adam Lyczmański (Bydgoszcz). Żołta kartka - Zbozień.
GKS: Sapela - Fonfara, Szmatiuk, Lacić, Popek - Kosowski (79 T. Wróbel), Zbozień, Baran (88 Piekarski), Nowak - Božok (73 Sawala) - Żewłakow.
PODBESKIDZIE: Zajac - Cienciała, Konieczny, Dancik, Osiński - Rogalski, Kołodziej (76 Patejuk), Metelka, Ziajka (46 Nather) - Cieśliński (46 Sikora), Demjan.
GKS Bełchatów był faworytem meczu z Podbeskidziem, ale mało kto spdziewał się, że już po 9 minutach gospodarze będą prowadzić 2-0. Oba gole padły po dośrodkowaniach z rzutów rożnych Kosowskiego. Za pierwszym razem Popek głową pokonał Zajaca, a za drugim ręką wrzucił futbolówkę do bramki. Arbiter tego nie dostrzegł i wskazał na środek. - Nie ważne czy ręka, czy nogą, ważne, że wpadło - wyjaśniał w przerwie Popek.
W 15 minucie powinno być 2-1; Cieśliński z zaledwie pięciu metrów posłał futbolówkę nad poprzeczką. W 33 minucie - po prostopadłym podaniu i nieudanej pułapce ofsajdowej - Bożok wbiegł w pole karne i będąc sam na sam z Zajacem najpierw przerzucił nad nim piłkę, a następnie skierował do pustej siatki.
Początek drugiej odsłony obnażył wszystkie braki gości. Najpierw z lewej strony dośrodkował Nowak, a stojący między dwoma obrońcami Podbeskidzia Żewłakow bez problemów głową pokonał bramkarza. Po chwili trzecią asystę po wrzutce z rogu zaliczył Kosowski. Tym razem efektowną główką popisał się Szmatiuk. W 71 minucie Kosowski i Popek dokonali rzeczy nieprawdopodobnej - ten pierwszy po raz czwarty dośrodkował z rogu, a Popek głową dopełnił formalności.
W 85 minucie - po zagraniu Wróbla z rzutu rożnego - po raz kolejny piłka wpadła do siatki Zajaca, ale arbiter dopatrzył się faulu Szmatiuka i gola nie uznał.
Dwie minuty później Demjan z czterech metrów nie trafił głową w bramkę, a dobitka Sikory wylądowała na słupku.
AG