Po raz pierwszy od września ubiegłego roku w meczu Wisły zagrał Rafał Boguski. - Cieszę się, że zagrałem. Mam jednak świadomość, że nie mógł zagrać Patryk Małecki, który dochodzi do siebie po kontuzji – powiedział po meczu wiślak.
- Na pewno to my prowadziliśmy grę, przeważaliśmy, stwarzaliśmy sytuacje. Zabrakło tylko tego, żeby w pierwszej połowie strzelić gola. Wtedy inaczej to by się ułożyło. Niestety, nie strzelaliśmy tych bramek, kilka sytuacji stworzył też Widzew. Jedna z nich zakończyła się bramką. W tym jest problem, że jeśli w pierwszej połowie nie strzeli się bramki, nie wykorzysta się jakiejś sytuacji, to potem przeciwnik nabiera wiary w swoje siły. Dzisiaj tak się stało – ocenił spotkanie z Widzewem Boguski.
Boguski na boisku pojawił się na kilka minut przed końcem meczu, zmieniając Cezarego Wilka, od którego przejął też kapitańską opaskę. - Cieszę się, że zagrałem. Mam jednak świadomość, że nie mógł zagrać Patryk Małecki, który dochodzi do siebie po kontuzji. Mogłem pokazać się kilka minut, to cieszy i mobilizuje mnie. Trener nic nie mówił, czy będę grał, czy nie. Tak się ułożyły losy tego spotkania, że dostałem szansę – przyznał.
W doliczonym czasie gry piłkarz głową zgrał futbolówkę do Davida Bitona, który strzelił wyrównującego gola. - Rozgrywaliśmy piłkę od tyłu. Dragan rzucił taką mocną, niezbyt wysoką piłkę do mnie. Przedłużyłem ją głową, piłka przeleciała szczęśliwie obok obrońcy Widzewa i Dudu dostawił nogę. Pewnie, że jest niedosyt po tym wyniku. Mistrz Polski, który chce wygrywać na wszystkich frontach, nie może sobie pozwolić na taki rezultat. Nieszczęśliwie pozwoliliśmy sobie na to, a zakładaliśmy coś innego – dodał Rafał Boguski.
wisla.krakow.pl (AM)