W ostatniej kolejce Małopolskiej Ligi Juniorów Młodszych walcząca o prymat Garbarnia zmierzyła się w Nowym Sączu z Dunajcem. Równolegle w tym mieście rozgrywane było spotkanie Sandecji z AS Progres Kraków. Obie krakowskie drużyny poległy na sądeckiej ziemi, a porażki lidera i wicelidera sprawiły, że po mistrzostwo sięgnęła trzecia przed ostatnią kolejką Wisła, która pokonała na własnym terenie Unię Tarnów. Gdzie dwóch się bije…
MLJM: DUNAJEC Nowy Sącz – GARBARNIA Kraków 2-1 (2-0)
1-0 Patryk Łatka 17
2-0 Oskar Obrzut 20
2-1 Adam Tomaszewski 48 (karny)
Sędziowali: Damian Szczerba oraz Paweł Słomka i Kamil Fecko (KS Nowy Sącz). Żółte kartki: Chudy, Niemas - Waś, Apostolski.
DUNAJEC: Jakub Chudy – Jakub Potoniec, Konrad Siwiec (41 Mateusz Jurczak), Dawid Potoniec, Adrian Jawor (41 Radosław Niemas), Jakub Wojtarowicz, Patryk Łatka, Dariusz Prusak (45 Artur Majchrowski), Oskar Obrzut (41 Sebastian Ryś), Wiktor Weber (41 Patryk Szarek), Karol Smaga (41 Szymon Banach).
GARBARNIA: Mikołaj Kohlbrenner – Bartosz Gubała (30 Adam Barcik), Adam Tomaszewski, Paweł Marczyk, Jakub Mróz – Paweł Pasionek, Wojciech Głuchaczka (30 Mateusz Przesławski), Wojciech Waś, Bartosz Prochownik – Mateusz Walentynowicz (30 Mateusz Ciesielski, 73 Marcin Szczurek), Piotr Apostolski (79 Szymon Porębski).
Pierwsze 10 minut to wzajemne rozpoznanie sił. Zarówno Dunajec, jak i Garbarnia skupione były na zabezpieczeniu własnych tyłów. W 11. minucie po zagraniu Apostolskiego na dogodną pozycję wychodził Pasionek, ale sędziowie orzekli ofsajd. W 12. minucie po rzucie wolnym Walentynowicza Waś główkował obok słupka i Brązowi mogli żałować niewykorzystania kapitalnej okazji. Podobnie jak w 15. minucie, kiedy po kornerze „Wali” Głuchaczka z 5 metrów skierował piłkę ponad poprzeczkę.
A w 17. minucie prowadzenie dla gospodarzy atomowym strzałem z 20 metrów zdobył Patryk Łatka. Po upływie trzech minut było już 2-0 dla Dunajca. Dobre podanie jednego z kolegów na gola zamienił pozostawiony bez opieki Oskar Obrzut.
Przebieg boiskowych wydarzeń mocno zirytował opiekuna zespołu Garbarni, Stanisława Śliwę, który w 30. minucie dokonał aż trzech zmian w meczowej jedenastce. Te korekty ożywiły poczynania gości, ale gospodarze umiejętnie rozbijali ich ataki i przed przerwą wynik nie uległ już zmianie.
Po przerwie nie mające nic do stracenia Młode Lwy ruszyły do zdecydowanych ataków. W 43. minucie Mróz przymierzył mocno z 25 metrów, ale poradził sobie z obroną jego strzału Chudy. W 45. minucie po dośrodkowaniu Barcika bramkarz Dunajca uprzedził w polu karnym Apostolskiego. W 48. minucie faulowany w szesnastce był Przesławski. Pewnym egzekutorem „wapna” okazał się kapitan Garbarni, Adam Tomaszewski.
Zdobycie kontaktowego gola sprawiło, że goście uwierzyli w odwrócenie losów spotkania. W 57. minucie bliski pokonania bramkarza Dunajca był Ciesielski. W 60. minucie po dośrodkowaniu Pasionka główkował Prochownik, jednak Chudy w ostatniej chwili trącił piłkę ratując swój zespół przed utratą gola. W 64. minucie po dograniu Pasionka przed tzw. stuprocentową szansą stanął Waś, jednak posłał piłkę głową obok słupka.
W 75. minucie po rzucie rożnym piłka trafiła pod nogi Wasia, ten mocnym strzałem posłał ją w kierunku bramki, a stojący na linii bramkowej zawodnik Dunajca zapobiegł utracie gola przez swój zespół. Problem w tym, że – oceniając z wysokości trybun – uczynił to ręką. Stojący blisko całej akcji arbiter widział to zagranie inaczej, kamery przy tym nie było, więc sprawy jakby nie ma…
W 77. minucie Adam Tomaszewski ulokował w bramce odbitą przez Chudego piłkę, jednak sędziowie orzekli, że kapitan gości był na spalonym. I znów ocena tej sytuacji z wysokości trybun była zgoła odmienna…
Już w doliczonym czasie gry po dośrodkowaniu Pasionka Prochownik przyjął sobie ładnie piłkę w polu karnym, ale przed oddaniem strzału pośliznął się na murawie, a futbolówka znalazła się w rękach bramkarza.
Młodzi piłkarze Garbarni mogą mocno żałować straconej szansy, bo w tym spotkaniu mieli swój los we własnych... nogach. Gdyby w pierwszej połowie zagrali z takim „zębem”, jak po przerwie, mogliby zejść z boiska jako zwycięzcy.
Inna sprawa, że gdyby przed sezonem ktoś powiedział, że ten zespół będzie walczył do samego końca - jesienią o awans do Makroregionu, a wiosną o mistrzostwo – to nikt nie uznałby takiego poglądu za mający wiele wspólnego ze zdrowym rozsądkiem.
Artur Bochenek
www.garbarnia.krakow.pl