Legia wygrała w niedzielnym meczu ekstraklasy z Arką 1-0 i kończy jesień na drugim miejscu w tabeli ze stratą pięciu punktów do Wisły. W drugim dzisiejszym spotkaniu Jagiellonia pokonała GKS Bełchatów 2-1.
Legia Warszawa - Arka Gdynia 1-0 (0-0)
1-0 Iwański 50 (karny)
Sędziował Mirosław Górecki (Ruda Śląska). Żółte kartki: Kumbev - Mrowiec. Widzów 2000.
LEGIA: Mucha - Rzeźniczak, Astiz, Kumbev, Kiełbowicz - Szałachowski (83 Jarzębowski), Giza (77 Borysiuk), Iwański, Rybus (46 Smoliński) - Grzelak, Mięciel.
ARKA: Bledzewski - Ł. Kowalski, Siebert, Szmatiuk, Płotka - Wilczyński (75 Czoska), Mrowiec (63 Sakaliev), Budziński, Ława, Lubenow - Labukas (86 Burkhardt).
W pierwszej połowie na ciężkim, piaszczystym boisku kibice nie oglądali wielkiego futbolu. W 36 minucie Iwański prostopadłym podaniem uruchomił Gizę, a ten mając przed sobą tylko bramkarza podał mu piłkę do rąk. W odpowiedzi Labukas minął Muchę i trafił z dość ostrego kąta w boczną siatkę.
Tuż po zmianie stron Legia objęła prowadzenie. Po ataku Mrowca na Mięcielu arbiter podyktował kontrowersyjny rzut karny, choć zanim to uczynił skonsultował decyzję z bocznym kolegą. Skutecznym egzekutorem "11" okazał się Iwański lokując futbolówkę przy słupku. Sześć minut później powinno być 2-0. Astiz obsłużył Szałachowskiego, ale ten po znalezieniu się przed Bledzewskim strzelił obok niego, ale i obok słupka. Trzy minuty przed końcowym gwizdkiem Grzelak strzelał z 14 metrów, ale nad poprzeczką. Po bramce dla Legii piłkarze wykonali kołyskę dla Kiełbowicza, któremu żona urodziła córeczkę Karolinkę.
Pasieka: Nie byliśmy gorsi od Legii
- Legia ma od nas znacznie większy potencjał, ale dzisiaj nie byliśmy gorsi. Co do karnego: nie będę się wypowiadać, bo byłem zbyt daleko - powiedział Dariusz Pasieka po przegranym przez Arkę 0-1 meczu w Warszawie z Legią.
Taki sam wynik na korzyść warszawian padł także w Gdyni, kiedy Arka nie prowadzona jeszcze przez Pasiekę uległa po rzucie wolnym w ostatnich minutach. Teraz o porażce gdynian zadecydował rzut karny. W o tyle kontrowersyjnych okolicznościach, że sędzia główny najpierw za faul Adriana Mrowca na Marcinie Mięcielu podyktował rzut wolny, a decyzję o karnym podjął dopiero po konsultacji z asystentem. "Jedenastkę" pewnie wykorzystał Maciej Iwański.
- W pierwszej połowie mecz wyglądał tak, jak to sobie założyliśmy. Zagęściliśmy środek pola, Legia nie miała chyba żadnej okazji. A my mogliśmy zdobyć bramkę po strzale Labuskasa. Druga połowa źle dla nas się zaczęła. Nie mogę na gorąco ocenić, czy Legii należał się karny. Wyniku to nie zmieni. Do końca walczyliśmy jednak o korzystny wynik. Myślę, że naszej drużynie należą się słowa uznania. Nie byliśmy gorsi od Legii. Na boisku rządził przypadek. Pokazaliśmy kilka dobrych akcji, ale nie wystarczyło to do osiągnięcia korzystnego wyniku. Nie takie drużyny jak Arka przegrają jeszcze przy Łazienkowskiej. My musimy zdobywać punkty z rywalami będącymi w naszym zasięgu - stwierdził Pasieka.
Urban: Cieszę się, że to koniec
- Naładujmy się optymizmem i miejmy nadzieję, że będzie lepiej. Z ilości punktów, jakie zdobyliśmy jesienią, jestem zadowolony. Z gry znacznie mniej - mówił Jan Urban.
- Jedyne, co mogę powiedzieć dobrego o dzisiejszym meczu, to postawa Astiza. Bardzo trudno gra się wszystkim przy takiej atmosferze na trybunach. Przecież cały czas mamy szansę na mistrzostwo, więc tego nie rozumiem. Miejmy nadzieję, że na wiosnę to się poprawi. Poradziliśmy sobie w tej rundzie ze wszystkimi zespołami z czołówki, ale musimy poprawić to, co prześladuje nas od dłuższego czasu. Tracimy punkty z zespołami z dolnych rejonów tabeli. Przegraliśmy dwa mecze. Najbardziej boli przegrana z Odrą, która nie powinna się zdarzyć. Teraz trzeba odpocząć. Cieszę się, że to już koniec grania w tym roku - podsumował trener warszawian.
- Będziemy myśleć zimą o transferach - dodał. - Chcemy, aby w najbliższym okienku transferowym wzmocniło nas dwóch piłkarzy. Wielu moim zawodnikom w czerwcu kończą się kontrakty. Na pewno nie będziemy się spieszyli z ich podpisywaniem. Wszystko zależy od ich gry w rundzie rewanżowej. Inna sytuacja jest z Jankiem Muchą. Jego bardzo chcemy zatrzymać. Ma gotowy nowy kontrakt do podpisania. Teraz wszystko zależy od niego - nakreślił plany na przyszłość.
Niedzielny mecz z trybun obserwował Henryk Kasperczak (ale także m.in. Andrzej Szarmach), którego niektóre tytuły prasowe przewidują na następcę Urbana, czy też na nowego dyrektora sportowego w stołecznym klubie. - Wiem, że nie będę w Legii pracować wiecznie. Trenerzy, którzy szukają pracy, cały czas muszą być blisko piłki i oglądać spotkania. Nie doszukujmy się za szybko podtekstów w obecności Kasperczaka na naszych trybunach - powiedział.
Jagiellonia Białystok - GKS Bełchatów 2-1 (1-0)
1-0 Frankowski 16
2-0 Staňo 66
2-1 Kuświk 87
Sędziował Tomasz Mikulski (Lublin). Żółte kartki: Steć, Bruno - Fonfara, Lacić, Gol, Małkowski, Korzym.
JAGIELLONIA: Gikiewicz - Lewczuk, Staňo, Skerla, Rangel - Reich, Hermes, Bruno, Steć (46 Grosicki) - Jezierski (61 Falkowski), Frankowski (90 Niewulis).
GKS: Sapela - Fonfara (88 Pieczara), Pietrasiak, Cecot, Lacić - Cetnarski, Rachwał, Gol, Małkowski (59 Janus) - D. Nowak, Korzym (74 Kuświk).
Bohaterem meczu był Tomasz Frankowski. W tym spotkaniu były snajper krakowskiej Wisły zdobył swojego 130. gola w ekstraklasie.
1-0 Frankowski 16
Obrońcy Bełchatowian starali się złapać na spalonym Frankowskiego, jednak ten ostatecznie znalazł się na czystej pozycji i pięknym strzałem pokonał Łukasza Sapelę.
2-0 Stano 66
Piłkarze "Jagi" wznowili grę z rzutu rożnego, Andrius Skerla zgrał dośrodkowaną piłkę do Stano, a ten skierował ją do bramki gości.
2-1 Kuświk 87
Grzegorz Kuświk przewrotką umieścił futbolówkę w bramce Białostoczan.
Ulatowskiemu żółto przed oczami
- To był twardy mecz, do teraz mi żółto przed oczami - mówił trener GKS Bełchatów, Rafał Ulatowski po przegranym spotkaniu z Jagiellonią.
- Cały czas mi żółto przed oczami, nie tylko ze względu na koszulki gospodarzy, ale również na kolor kartek, które bardzo często wypadały z kieszeni sędziego. To oznacza, że mecz był twardy i męski, a oba zespoły dążyły do tego, by wygrać - mówił Ulatowski. Sędzia Tomasz Mikulski pokazał w sumie sześć żółtych kartek.
- Obydwa zespoły chciały grać w piłkę, stwarzać sytuacje, w efekcie po raz trzeci w ostatnich trzech spotkaniach nie możemy cieszyć się ze zwycięstwa. Mecz ten pokazał też, ile w futbolu znaczy szybkość. Chodzi mi o wejście w drugiej połowie Kamila Grosickiego i jego kontry. Cieszymy się, że Kamil nie wykorzystał tej szybkości i nie zdobył kolejnej bramki, bo pewnie byłoby już po nas - powiedział Ulatowski i pogratulował wygranej trenerowi rywala.
- Licząc te dziesięć ujemnych punktów, które mieliście na starcie, to duży sukces, że wyszliście ze strefy spadkowej - zwrócił się do Probierza.
- Dzisiejszy mecz pokazał mi, na co musimy zwrócić szczególną uwagę w okresie przygotowawczym, żeby w tych ostatnich trzynastu meczach, jakie czekają nas dopiero w marcu, liczyć się cały czas w walce o Europę. Przegraliśmy mecz, ale myślę, że pozostawiliśmy po sobie, jak na tę porę roku i tę temperaturę, ciepłe wspomnienia - dodał Ulatowski, a konferencję zakończył skierowanym w stronę kibiców Jagiellonii "wesołych świąt".
Reich: Jesteśmy bardzo szczęśliwi
Marco Reich powiedział, że piłkarze Jagiellonii po rundzie jesiennej mają prawo do zadowolenia. W niedzielę podopieczni Michała Probierza pokonali GKS Bełchatów i "przezimują" na 10. miejscu w tabeli.
- To nie był łatwy mecz. GKS Bełchatów zagrał bardzo dobrze. Wiedzieliśmy o tym, jak grają i jesteśmy bardzo szczęśliwi ze zdobycia trzech punktów. Potrafimy grać niezłe mecze, a przede wszystkim je wygrywać. Dzisiaj zagraliśmy dobrze - ocenił Reich.
W zeszłym tygodniu Jagiellonia zremisowała z Odrą Wodzisław Śląski. Wtedy nastroje w Białymstoku nie były tak dobre, jak dziś. - Cztery punkty w dwóch meczach to jest dobry wynik. Czasem jest tak, że nie grasz najlepiej przeciwko słabszym drużynom, tym które są w dole tabeli, a zagrasz bardzo dobrze z drużynami lepszymi, tak było z Legią i tak było dzisiaj z Bełchatowem. Mamy dobrą drużynę, zdobyliśmy 26 punktów i jesteśmy z tego wyniku zadowoleni. Nasza pozycja w tabeli nie jest zła, ale jest w niej wielki ścisk i można bardzo szybko spaść w dół - skomentował Reich.
AnGo, ASInfo