- Te święta zapowiadają się jako bardzo smutne...
- Dlaczego?
- No, chyba nie powinien Pan mieć wątpliwości – chodzi o jesienny wynik Cracovii.
- Wiadomo, jak było, ale ja staram się patrzeć do przodu. Czeka nas runda wiosenna.
- Ale zapewne nie tak łatwo wymazać z pamięci te smutne dni z minionej rundy...
- Na pewno będzie ciężko. W rundzie rewanżowej łatwo nie będzie, lecz sądzę, że jesteśmy w stanie te straty odrobić.
- Gdyby się Pan tak cofnął o cztery miesiące... chyba nie przypuszczał Pan, że to będzie aż tak fatalna runda w wykonaniu Cracovii...
- Nikt nie przypuszczał, że tak może być, że dojdzie do takiej sytuacji, jaka jest teraz.
- Ma Pan jakąś diagnozę tego stanu rzeczy, tej katastrofy?
- Mam wytłumaczenie tej sytuacji, ale chcę to zostawić dla siebie, nie chcę o tym mówić.
- Czy geneza tej sytuacji nie tkwiła w okresie przygotowawczym?
- Nie, w przygotowaniach na pewno nie.
- Były pozasportowe wątki?
- Nie, typowo sportowe sprawy.
- A są przesłanki, że wiosna będzie zupełnie inna? Cracovia musi być trzy razy lepsza, by się utrzymać.
- Mam taką nadzieję, widać teraz, że są postępy w wynikach, i wierzę, że jeszcze będą. Musimy to wszystko analizować z trenerami.
- Czy Pan jako kapitan drużyny czuje ciężar odpowiedzialności większy niż pozostali, czy to Pana przygniata do ziemi?
- Nic mnie nie przygniata, nie czuję presji.
- Jak Pan znosił krytykę pod swoim adresem?
- Nie miałem z tym problemu, nie czytam gazet.
- Przychodził Pan tutaj, mając status gwiazdy, kibice bardzo wiele sobie po Panu obiecywali.
- Gwiazdą nie jestem, a jeśli ktoś ma złudzenia, że we dwójkę można coś zdziałać, to jest w błędzie. Wobec Saidiego też były spore oczekiwania, to dobry piłkarz, ale sam nie może wiele.
- Nie ma Pan zastrzeżeń do swojej gry?
- Nie mam. Proszę, nie szukajmy pojedynczych winnych, winien jest cały zespół.
- Robił Pan po tej fatalnej rundzie rachunek sumienia, patrząc choćby na stracone przez was gole?
- Nie robiłem rachunku, ale nie przypominam sobie, by po moich błędach padły jakieś bramki.
- Tak słabej rundy nie przeżył Pan chyba jeszcze nigdy w karierze?
- Nie miałem tak złej rundy, ale – powtarzam – problem nie tkwi w poszczególnych zawodnikach, tylko w całym zespole.
- Wiosną drużyna będzie inna, część zawodników odejdzie, część przyjdzie, czy tak częste zmiany wpłyną dobrze na zespół? Teraz było 7 transferów, 6 nowych zawodników grało.
- Może dwa transfery były istotne, reszta to były ruchy na przyszłość, przyszło dużo młodych zawodników – nie byli do grania, lecz grali. Musi przyjść paru chłopaków nowych, naprawdę dobrych, nie potrzeba bowiem żadnego wyjątkowego zgrania, jeśli zawodnik jest dobry.
- Kierunek holenderski to jest to? Warto próbować czy zmienić region poszukiwań?
- Trudne pytanie. Cracovia ma szukać dobrych zawodników, a czy to będzie Holandia czy inny kraj, nie jest najważniejsze. Istotne jest, że muszą to być dobrzy zawodnicy. Wiem, że trener Szatałow pojechał zobaczyć jednego piłkarza.
- Wrócił Pan po latach do naszej ligi, coś Pana zaskoczyło?
- Nieszczególnie. Miałem orientację, przecież stąd się wywodzę.
- Prezes Polonii Józef Wojciechowski stwierdził, że za dużo Pan zażądał, chcąc grać w Polonii.
- Było już wszystko dogadane, ale prezes chciał, żebym przyszedł zimą, a to było niemożliwe, mogłem dopiero latem.
- Będzie Pan na treningu noworocznym?
- Nie, mam plany urlopowe.
- Byłaby to dla Pana pierwsza okazja, żeby uczestniczyć w takim meczu. Słyszał Pan o tej tradycji?
- Wcześniej nie, dopóki nie byłem w Cracovii, nie wiedziałem, że jest taki mecz.
Rozmawiał Jacek Żukowski ("Gazeta Krakowska")