Maciej Skorża najprawdopodobniej od nowego sezonu poprowadzi Legię, a z ośmiu piłkarzy, którym w czerwcu kończą się kontrakty w warszawskim klubie zostaną tylko Sebastian Szałachowski i Tomasz Kiełbowicz.
Tego przy Łazienkowskiej nikt oficjalnie na razie nie potwierdzi, ale o objęciu drużyny przez Skorżę nieoficjalnie mówią praktycznie wszyscy. Szkoleniowiec, który z Wisłą Kraków dwukrotnie sięgał po mistrzostwo Polski, a który został zwolniony na początku rundy wiosennej propozycję przejęcia Legii dostał niemal natychmiast. Tym bardziej, że Legia dzień przed jego zwolnieniem z Wisły podziękowała za pracę Janowi Urbanowi. Skorża nie mógł podjąć pracy od zaraz, w stolicy zatrudniono więc do 31 maja Stefana Białasa. Ten szkoleniowiec, który od ponad dziesięciu lat w polskiej lidze pracował jedynie sporadycznie miał uratować sezon. To znaczy powalczyć w Pucharze Polski, a w ekstraklasie dać miejsce gwarantujące w europejskich pucharach. Bez względu na wyniki, umowy by z nim nie przedłużono. Tym bardziej, że Białas sezonu dla Legii nie uratował. W Pucharze Polski warszawianie odpadli na szczeblu ćwierćfinału z Ruchem. W lidze spadli na czwartą pozycję, a sobotnia klęska u siebie 0-3 z Wisłą, w dodatku poniesiona w fatalnym stylu zgodnie została uznana za jedną z największych kompromitacji w historii stołecznego klubu.
Skorża, tak jak w Wiśle, będzie współpracował z Rafałem Janasem (w przeszłości także piłkarzem Legii, choć tylko zespołu rezerwowego). Legia wręczyła już wypowiedzenia asystentowi kilku kolejnych szkoleniowców, Jackowi Magierze oraz trenerowi od przygotowania fizycznego, Ryszardowi Szulowi. Posady może natomiast być pewny Krzysztof Dowhań, specjalista od szkolenia bramkarzy, mający opinię najlepszego w tym fachu w kraju. W Wiśle za kadencji Skorży bramkarzy długo trenował Jacek Kazimierski (także były legionista), ale obecnie jest zatrudniony w reprezentacji.
Od nowego sezonu zmiany w drużynie Legii będą w ogóle bardzo daleko idące. Ośmiu graczom kończą się kontrakty i z większością z nich umowy nie zostaną przedłużone. "Na własną prośbę" odchodzi jedynie Jan Mucha, który podpisał kontrakt z angielskim Evertonem.
- Na 95 procent jest pewne, że odejdę z Legii. Choć po zakończeniu kariery być może tutaj wrócę - powiedział Marcin Mięciel. 34-letni napastnik wrócił do swojego dawnego klubu po wielu latach. Strzelił pięć goli w lidze i jednego w Pucharze Polski, ale spodziewano się po nim znacznie więcej. Z Wisłą nie zagrał ani minuty. 32-letni Tomasz Jarzębowski też wracał do Warszawy po kilku latach i jemu także powiedziano, że może szukać sobie klubu.
Odejdą również Bartłomiej Grzelak (do Widzewa Łódź, Jagiellonii Białystok lub za granicę), Marcin Smoliński i Wojciech Szala. Nowych umów z tego grona mogą za to spodziewać się Szałachowski oraz Kiełbowicz - równolatek Mięciela i Szali, ale on zasłużył na zaufanie. W Legii są niedawni reprezentanci kraju Jakub Wawrzyniak i Marcin Komorowski. Z oboma na lewej obronie wygrał rywalizację.
Z zawodników, którym w tym roku kontrakty się nie kończą wolną rękę w poszukiwaniu nowych klubów dostaną Piotr Giza, Pance Kumbev, Miroslav Radović i wspomniany Komorowski. Niewiadomy jest los rezerwowych bramkarzy - Macieja Gostomskiego i Konstantyna Machowskiego. Wiadomo, że w Legii pozycji dublera żaden z nich nie przeskoczy. A jeżeli potwierdzi się zainteresowanie zachodnich klubów Jakubem Rzeźniczakiem (ze względu na żółte kartki nie może wystąpić we wtorkowych derbach stolicy z Polonią), to on także będzie mógł odejść.
- Rozmawiamy już konkretnie z zawodnikami, którzy od nowego sezonu zasilą Legię. Co do niektórych brakuje do ustalenia tylko szczegółów - przyznał wiceprezes stołecznego klubu Leszek Miklas, do niedawna pełniący obowiązki prezesa.
ASInfo