Wisła zaczęła rundę finałową ekstraklasy od porażki 0-3 z Lechem w Poznaniu. To już piąty z rzędu przegrany mecz Białej Gwiazdy...
Lech Poznań - Wisła Kraków 3-0 (2-0)
1-0 Teodorczyk 7 (głową)
2-0 Uryga 11 (samob.)
3-0 Hamalainen 78
Sędziował Paweł Raczkowski (Warszawa). Żółte kartki: Trałka, Linetty - Burdenski, Guerrier, Burliga. Widzów 19 015.
LECH: Kotorowski - Możdżeń, Wołąkiewicz, Kamiński, Kędziora - Trałka (90+3 Injac), Linetty - Claasen, Hamalainen, Pawłowski (81 Formella) - Teodorczyk (75 Lovrencsics).
WISŁA: Miśkiewicz - Burliga, Czekaj, Uryga, Piotr Brożek (46 Szewczyk, 66 Klaric) - Stjepanovic, Burdenski (59 Boguski) - Sarki, Stilic, Guerrier - Paweł Brożek.
Krakowianie zaczęli obiecująco, a Lech... skutecznie. Już w pierwszej akcji objął prowadzenie. Pomógł w tym Piotr Brożek, który wybił piłkę na 20. metr prosto pod nogi jego z zawodników gospodarzy. Nastąpiła wrzutka do środka, po rykoszecie futbolówka trafiła do Teodorczyka, którą głową uprzedził Miśkiewicza.
W 11. minucie było już 2-0. Teodorczyk zagrał do Hamalainena, ten biegnąc na bramkę chciał jeszcze podać na lewo do Linetty'ego, ale trafił w stopę Urygi, który niezamierzenie stał się autorem gola samobójczego.
Wiślacy nie poddawali się. W 14. minucie na szarżę zdecydował się Sarki, w polu karnym popchnął go Wołąkiewicz, lecz arbiter nie podyktował jedenastki. W 22. minucie ładną akcję lewym skrzydłem przeprowadził Guerrier, mierzył w dalszy róg, a z dobitki Stilic trafił w leżącego obrońcę.
W ostatnim kwadransie I połowy więcej do powiedzenia miał "Kolejorz". W 35. minucie Pawłowski główkował z 7 m obok słupka, a w 42. minucie mógł się zrehabilitować, ale przeszkodził mu Teodorczyk i szansa przepadła.
Po 45 minutach prowadzili gospodarze 2-0, mimo że oddali... jeden celny strzał na bramkę Wisły.
Po przerwie mecz się wyrównał, ale groźniejsi w ataku byli poznaniacy. M.in. w 60. minucie Pawłowski strzelił w boczną siatkę.
Lechici przypieczętowali zwycięstwo w 78. minucie. Lovrencsics zacentrował z prawej strony, a Hamalainen dostawił nogę na przeciwległym rogu piątki, uprzedzając Urygę. Piłka wtoczyła się do bramki przy lewym słupku kompletnie zaskakując Miśkiewicza. Fin miał swój udział przy wszystkich trzech golach, był bez wątpienia graczem meczu.
W 85. minucie mogło być 4-0, Miśkiewicz zdołał jednak obronić strzał Claasena i dobitkę Hamalainena.
Przetrzebieni kadrowo wiślacy zdecydowanie ustępowali Lechowi. W całym meczu nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę Kotorowskiego!!!
ST