W czwartkowym losowaniu półfinałów REMES Pucharu Polski los zetknął w jednej z par Jagiellonię Białystok i Lechię Gdańsk. Białostoczanie dotychczas raz wzięli udział w finale PP. W 1989 roku przegrali z Legią Warszawa 2-5, a tamto spotkanie doskonale pamięta Tomasz Frankowski, wtedy junior "Żubrów", a obecnie kapitan drużyny.
- Oczywiście, że zachowałem w pamięci wspomnienia sprzed prawie 21 lat. Miałem wtedy 14 lat i kibicowałem Jagiellonii z całego serca. Niestety rodzice nie puścili mnie do Olsztyna, gdzie był rozgrywany finał. Był to piękny mecz, ale niestety przegrany - wspomina "Franek". - Oczywiście, że marzymy o występie w decydującym meczu. Jeśli uda się wyeliminować gdańszczan, to cały Białystok będzie żył tym meczem, podobnie jak 20 lat temu - dodaje najbardziej doświadczony piłkarz Jagiellonii.
Jagiellonia nie jest jeszcze pewna ligowego bytu, dlatego rodzą się pytania, czy drużyna nie skupi się na rozgrywkach Esktraklasy. - Mamy na tyle wyrównaną i liczną kadrę, że w tym momencie nie ma żadnych kalkulacji i jest walka o wszystko, co jest do zgarnięcia. Da się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - zapewnia Frankowski i dodaje: - Oczywiście, że na razie skupiamy się na najbliższych dwóch meczach ligowych, gdyż mogą być decydujące w walce o utrzymanie. Chcemy po kolei chcemy ogrywać przeciwników.
W poprzednim sezonie "Żubry" wyeliminowały Lechię, wygrywając w Gdańsku w 1/16 finału RPP po golu Pawła Zawistowskiego. Czy i tym razem można spodziewać się podobnego obrotu spraw? - Wszelki scenariusz należy wziąć pod uwagę. To, że rok temu wyeliminowaliśmy Lechię, jest już nieaktualne. Przeszłość jest fajna do wspominania, ale przez dziadków. Przed meczem z gdańszczanami mamy jeszcze dwóch przeciwników w lidze i zagramy z nimi z nastawieniem na zwycięstwo. Podobnie będzie w przypadku Lechii, ale na nią przyjdzie jeszcze czas - kończy Frankowski.
ASInfo