MKP Unia Oświęcim - Iskra Brzezinka 0-1 (0-0)
0-1 Gaszczyk 72 (karny)
Sędziował Mariusz Adamczyk z Wadowic. Żółte kartki: Trawkowski - Baran, Opala, Drobisz. Widzów 100.
MKP UNIA: Smok - Drebszok, Gajewski, Rożnawski (72 Dzidecki), Trawkowski - Kornaś (67 Knapik), Nowak, Adamczyk (46 Nowotarski), Barciak (46 Boba) - Kocoń, Brzeziński.
ISKRA: Jasiński - Drobisz, Mateusz Mędrysa, Jasek - Gaszczyk, Opala, Mika, Domżał, Jończyk - Baran (90+1 Wacławik), Piotr Maciesza (50 Tobik).
Oświęcimianie po raz drugi na własnym boisku zagrali bez jednego z wiodących graczy. O ile przeciwko Chełmkowi (0-0), zabrakło Tomasza Koconia, to tym razem nie było snajpera Patryka Mańki, a to właśnie ten duet stanowi o obliczu zespołu. Kocoń - potrafiący wygrać pojedynek "jeden na jeden" - zazwyczaj szuka Mańki.
Jednak oba mecze oświęcimian miały wspólny mianownik. Zagrali słabe spotkanie, a szukanie winy za stracone punkty u sędziów stało się w Oświęcimiu zjawiskiem normalnym.
Oburzenie wśród miejscowych wywołało podyktowanie przeciwko nim karnego. Ich zdaniem, zawodnik sprytnie przewrócił przy próbie minięcia obrońcy. - Nasz zawodnik, a konkretnie Łukasz Baran, wykorzystał szybkość, która jest jego atutem, pokazując plecy obrońcy, więc został popchnięty. Bardziej ewidentnej sytuacji na "jedenastkę" być nie może - powiedział Grzegorz Pławny, trener Iskry.
Z kolei w 80. minucie miejscowi domagali się karnego po faulu na Bobie, a sędzia przyznał im "tylko" wolnego.
Derby powiatu oświęcimskiego toczyły się w trudnych warunkach, więc było jasne, że o wygranej może zdecydować jedno trafienie i to właśnie ze stałego fragmentu gry.
(ADI)