LKS Mogilany - Cracovia 1-2 (0-1)
0-1 A. Kurleto 45 (samob.)
0-2 Waśniowski 68
1-2 A. Gołdas 87
MOGILANY: Wyka, A. Kurleto, K. Nowak, Kiebuła, Kotarba, P. Gołdas, Bruzda, Gołębiowski (65 Wilkołek), Barabasz, W. Kurleto, A. Gołdas.
CRACOVIA: Wiśniewski - Skawski, Potańczyk, Herdecki (80 Jurasz), Wasyl - Zieliński, Bębenek, Kłusek (75 Fima) - Szczepański (46 Waśniowski), Mazanek (70 Dobrzański), Mitana (60 Duszyk).
W I połowie Cracovia miała lekką przewagę, dokumentując ją golem "do szatni". Do akcji włączył się prawy obrońca Skawski, mocno uderzył wzdłuż bramki, a obrońca Mogilan zanotował samobójcze trafienie.
Po przerwie krakowianie podwyższyli. Ze środka Bębenek podał na lewo do Waśniowskiego, a ten zakończył zespołową akcję celnym uderzeniem w "długi" róg. 2-0 było bezpiecznym prowadzeniem aż do 87. minuty. Wówczas goście zgubili piłkę przy wyprowadzaniu jej z własnego pola karnego. Obrońcy nie zdążyli się ustawić, napastnik Mogilan minął jednego z nich i strzelił do siatki po "długim". Przy stanie 2-1 zaczęła się nerwówka, zwłaszcza że gospodarze zwietrzyli szansę na remis. I rzeczywiście byli bardzo blisko. W 90+3. minucie po główce zawodnika miejscowych piłka trafiła w słupek i następnie - szczęśliwie dla Pasów - w ręce bramkarza...
- Zafundowaliśmy sobie horror - powiedział Paweł Zegarek, trener Cracovii. - Do przerwy tylko lekko dominowaliśmy, ale w drugiej połowie nie schodziliśmy z połowy rywali, którzy zagrażali nam jedynie po długich wykopach na napastnika. Mieliśmy wprost wymarzone sytuacje, by dobić przeciwnika, tylko należało trafić w bramkę, jak choćby Skawski, który z trzech metrów przeniósł piłkę nad poprzeczką. Gospodarze strzelili nam kontaktowego gola i z łatwego meczu zrobiła się nerwowa końcówka, na szczęście z happy endem dla nas...
st