MLJS: MOSiR Unia Oświęcim – Hutnik Kraków 0-0
Sędziowali: Przemysław Greń oraz Michał Matyjaszek i Marek Cisiński z Kęt.
MOSiR UNIA: Gąsiorek – Rokowski, Godawa, Wyroba, Wiertel – Michałek, Głowacki, Łach Znamirowski – Bednarczyk, Moskwik.
HUTNIK: Jacaszek – Żelasko, Cyganek (75 Mogielnicki), Cieśla, Jaskólski (60 Silczuk) – Nawrot, Murzyn, Sierakowski, Lampart – Lubera, Krawczyk.
Gospodarze przystąpili do meczu bez bramkarza (jeden był chory, a drugi wyjechał), więc z konieczności między słupkami stanął Patryk Gąsiorek, nominalny obrońca. Jak się później okazało, został bohaterem spotkania, wygrywając wiele pojedynków z krakowskimi napastnikami.
Jakby tego było mało, w przerwie boisko musiał opuścić Bartłomiej Łach, który w niedzielę przewidziany jest do seniorów. Wprawdzie to dopiero za cztery dni, więc zawodnik ma więcej niż 48 godzin odpoczynku, ale było to spotkanie rozegrane awansem w środę z weekendu, a skoro był to jeden termin, zawodnik nie może zagrać więcej niż 90 minut na dwóch szczeblach rozgrywek. Taką informację mieli gospodarze.
Jednak krakowianie, mając przez 45 minut o jednego zawodnika więcej, i u rywali bramkarza z przymusu, nie potrafili sobie poradzić ze słaniającymi się w końcówce oświęcimianami. Podczas nieudanych ataków nie przebierali w słowach, więc dwa razy, już w doliczonym czasie, kiedy zbyt głośno wyrażali swoje niezadowolenie, sędzia przyznał gospodarzom rzuty wolne pośrednie, co zostało przez przyjezdnych odebrane jako oddalanie gry od oświęcimskiej bramki. W końcu Lubera trafił do siatki, lecz sędziowie odgwizdali spalonego, a z tą decyzją można by polemizować. Chwilę później sędzia skończył tę nierówną walkę.
Krakowianie wyszli chyba na drugą połowę w przekonaniu, że wcześniej czy później strzelą bramkę, więc nie przejęli się zbytnio tym, że w 48. minucie obrońca w polu karnym zdjął piłkę z nogi składającemu się do strzału Luberze.
W 60. minucie piękną akcję oskrzydlającą, lewą stroną, przeprowadził Murzyn, lecz po jego zagraniu wzdłuż linii pola bramkowego z piłką minęli się Sierakowski z Lampartem. Takie sytuacje muszą się kończyć bramkami.
W 67. minucie Gąsiorek w polu karnym, na leżąco, nogami wyłuskał piłkę starającemu się go oszukać dryblingiem Luberze. Z kolei po wygraniu pojedynku z Żelaską, kiedy obronił nogami jego strzał w "długi" róg, oświęcimski golkiper zawołał ze szczęścia: „yes, yes, yes”, za co zebrał głośne brawa schodzących się na trening seniorów.
W 83. minucie oświęcimianie byli bliscy trafienia, bo prawą stroną z kontrą ruszył Znamirowski, ale jego dośrodkowanie przeciął obrońca, zdejmując piłkę Bednarczykowi, czającemu się przed pustą bramką.
Mateusz Migalski