Borek Kraków - Świt Krzeszowice 1-0 (1-0)
1-0 Mazela 39
Sędziowali: Tomasz Pilarski - Filip Ścieżka, Mateusz Stolarz (Tarnów). Żółte kartki: Dąbrowski, Szopa - Kowalczyk, Para, Wróbel. Widzów 250.
BOREK: Pitala - Popowicz, Szopa, Bagnicki, Jatczak - Gadziński, K. Pachacz, Dąbrowski, Anton (71 Nazim) - Sawczuk - Mazela.
ŚWIT: Wróbel - Mucha, Calik, Para (83 J. Marszałek), M. Marszałek - Żywczak, Kaczkowski, Zgoda, Kanclerz, Jedynak (46 Kowalczyk) - Socha (62 Nawała).
Na mecz przyjechał prezes broniącego się przed spadkiem Garbarza Zembrzyce - Józef Karlak, więc miejscowi działacze byli pewni, że Świt będzie walczył o każdy metr boiska. Tak też było od pierwszej do ostatniej minuty, więc widowisko ciekawe i dramatyczne.
Zaczęło się od uderzenia Pary z ok. 25 metrów, po którym piłka minęła górny róg. W 29 minucie Anton, po strąceniu futbolówki głową przez Mazelę, znalazł się sam przed bramkarzem i trafił wprost w niego. Siedem minut później gorąco było z kolei pod bramką Borku; Kanclerz miał przed sobą tylko golkipera krakowskiego, ale przegrał pojedynek.
Jedyny gol padł tuż przed przerwą. Po rzucie rożnym egzekwowanym przez Pachacza piłkę przejął Mazela i umieścił ją w dłuższym rogu.
Po zmianie stron Borek miał szanse na podwyższenie wyniku. Najpierw Pachacz poradził sobie w polu karnym z Muchą i Calikiem, lecz nie trafił w bramkę, a po chwili główkował tuż nad poprzeczką Bagnicki po dośrodkowaniu z wolnego Pachacza.
Po godzinie gry Świt przejął inicjatywę i miał swoje okazje, m.in. w 54 minucie Zgoda strzelał zza linii pola karnego trafiając w słupek. W ostatnich fragmentach Borek dość chaotycznie bronił korzystnego wyniku. Udało się, więc po końcowym gwizdku piłkarze mogli cieszyć się z utrzymania.
(AnGo)