Karpaty Siepraw - Świt Krzeszowice 1-2 (1-2)
0-1 Krzysiak 5
1-1 Zając 27 (karny)
1-2 Chlipała 37
Sędziował Michał Gębala z Chrzanowa. Żółte kartki: Szablowski, Szymoniak - Strzeboński, Krzyściak, Para, Kanclerz, Jedynak, Chlipała, Calik. Widzów 80.
KARPATY: Zachariasz - Galas, Sikora (46 Szablowski), Juszczak, Suder (70 Gruchacz) - Witko (78 Filip), Hyży, Szymoniak, Morawiec - Kęsek, Zając.
ŚWIT: Wróbel - Strzeboński, Calik, Krzyściak (60 Funek), Szczodry, Żywczak - Ficek, Para (86 Mucha), Kanclerz (76 Jedynak) - Chlipała, Krzysiak.
Komentuje trener gospodarzy, Robert Nowak:
- Pierwszą połowę przespaliśmy i później było trudno odrobić straty. Zwłaszcza, że rywal nie przebierał w środkach i momentami grał brutalnie. Rozpoczęliśmy pod wiatr i pod słońce, co goście wykorzystali. Tym razem zabrakło kontuzjowanego Szczytyńskiego, a to spore osłabienie. Rozegraliśmy najsłabszy mecz w tym sezonie, a mimo to powinniśmy uzyskać korzystniejszy rezultat, bo przeciwnik nie był wymagający i - zwłaszcza po zmianie stron - tylko przeszkadzał w grze, kradnąc gdzie się dało czas. Murawa nie była w najlepszym stanie, co nie pozwalało złapać właściwego rytmu gry. No cóż, przyjmujemy porażkę z honorem i gramy dalej. Okazało się, że przerwa nam nie pomogła - zakończył trener Nowak.
Świt objął prowadzenie w pierwszych minutach, a gola zdobył Krzysiak po zagraniu Kanclerza. Karpaty wyrównały z rzutu karnego, którego pod nieobecność Szczytyńskiego egzekwował Zając (wcześniej był faulowany). Goście po raz drugi wyszli na prowadzenie przed przerwą. Po dośrodkowaniu z prawej strony Kanclerza do piłki wyskoczył Chlipała i uprzedzając obrońców głową strzelił nie do obrony.
(st)