- Takie życie trenera - powtarzał Artur Płatek, który w drodze na trening dowiedział się, że już nie pracuje w Cracovii. W środę zastąpił go Orest Lenczyk.
- Podobno był pan zaskoczony decyzją prezesa Filipiaka...
- O tym, że nie będę już pracował w Cracovii, dowiedziałem się w środę rano, przed treningiem. Wcześniej nie docierały do mnie takie informacje.
- Jest pan rozczarowany?
- "Rozczarowany" to specyficzne słowo. Na pewno jestem zdziwiony. W poniedziałek i we wtorek normalnie rozmawialiśmy z prezesem Filipiakiem, a w środę, jak co dzień, jechałem na trening i do tego byliśmy z piłkarzami na mszy. Informacja o zwolnieniu mnie pojawiła się nagle. Zadzwonił do mnie Filipiak i poinformował, że trenerem będzie pan Lenczyk. Nie spodziewałem się tego. Może wcześniej, kiedy prasa dudniła o tym, ale nie teraz.
- Odchodzi pan z Cracovii z niesmakiem?
- Odchodzę w połowie drogi, nie skończyłem swojej pracy, więc to normalne, że niesmak pozostał. Takie sytuacje są jednak wpisane w zawód trenera. Raz się jest przyjmowanym, a raz zwalnianym. W końcu ten moment musiał przyjść. Przyszedł jednak za wcześnie i nie jest to miłe.
- Co zrobiłby pan na miejscu prezesa Filipiaka?
- Mam to szczęście, że jestem trenerem, a nie prezesem i nie muszę na takie pytania odpowiadać. Nie mam tyle pieniędzy, co Janusz Filipiak, nie rządzę taką masą ludzi, ale jestem trenerem, który stara się wykonywać swoje obowiązki najlepiej, jak potrafi. Oceniają inni, nie ja.
- Podobno rozstaliście się w przyjaznej atmosferze...
- W bardzo przyjaznej. Z profesorem rozmawiamy normalnie, nawet przedstawiłem swoje sugestie. Powiedziałem prezesowi, że ten zespół trzeba wzmocnić.
- Jest pan zadowolony ze swojej pracy w Krakowie?
- Jest na to za wcześnie. Musiałbym spokojnie się nad tym zastanowić i dobrać odpowiednie słowa. Nie chciałbym urazić kogokolwiek. Oczywiście można powiedzieć, że zawsze mogło być lepiej. Ja z pewnością nie doszedłem tam, gdzie sobie zakładałem. Z tym zespołem jest jeszcze mnóstwo do zrobienia, ale teraz nowy trener będzie się tym zajmował. Aby drużyna dobrze funkcjonowała, potrzebni są zawodnicy, dobra organizacja gry i do tego trochę szczęścia. Tych trzech elementów w pewnym wymiarze brakowało dotychczas Cracovii.
- Ma pan do siebie pretensje?
- Mam do siebie dwa duże żale. Pierwszy o to, że w styczniu nie ściągnąłem środkowych pomocników, co najmniej dwóch. Liczyłem na to, że ci, których miałem do dyspozycji, "pociągną" zespół. Okazało się to złudne. Żal mam też o to, co się wydarzyło w ostatnim tygodniu. Po dobrym spotkaniu zespół dostał zbyt dużą dawkę treningową, przez co przegraliśmy z Lechią aż 2-6.
- Trenerzy po rozstaniu się z klubem często biorą wolne.
- Ja potrzebuję tygodnia spokoju, bo od dłuższego czasu nie miałem urlopu. Dłużej nie potrafiłbym wysiedzieć na miejscu. A potem? Jeśli ktoś będzie chciał zatrudnić trenera Płatka, to na pewno podejmę wyzwanie. Nie wyobrażam sobie życia bez piłki nożnej. Na razie wiem tylko tyle, że będę pracował z moimi dzieciakami w szkółce w Knurowie.
- Wyjazd za granicę wchodzi w grę?
- Jeśli przyjdzie jakaś propozycja z innego kraju... Dlaczego nie?
ASInfo