- W pierwszej połowie Lechia praktycznie nie istniała na boisku, ale nie zawsze wygrywa lepszy - komentował porażkę Cracovii w Gdański 0-1 piłkarz Pasów Dariusz Pawlusiński. W ostatniej minucie sam miał jeszcze bramkową szansę, ale piłka źle mu siadła na nodze i oddał potwornie niecelny strzał.
- W pierwszej połowie Lechia praktycznie nie istniała na boisku, ale nie zawsze wygrywa lepszy - komentował porażkę Cracovii w Gdański 0-1 piłkarz Pasów Dariusz Pawlusiński. W ostatniej minucie sam miał jeszcze bramkową szansę, ale piłka źle mu siadła na nodze i oddał potwornie niecelny strzał.
- Mieliśmy dużo z gry. Szkoda, że nie udało się zdobyć bramki. Wiedzieliśmy, że w drugiej części Lechia ruszy i będzie chciała za wszelką cenę zdobyć zwycięskiego gola. Po naszym jednym błędzie się im to udało - żałował Pawlusiński. - Zabrakło nam skuteczności, gdyż z przebiegu meczu nie zasłużyliśmy na porażkę. Byliśmy jeśli nie lepszą drużyną, to na pewno równorzędnym rywalem dla Lechii. Szkoda, że przyjazd do Gdańska tyle kilometrów zdał się na nic, bo do Krakowa wracamy bez punktów.
Pawlusiński podkreślał, że nie o podtrzymanie zwycięskiej serii Cracovii w Gdańsku chodziło: - Nie myśleliśmy zbytnio o naszej dobrej passie, choć chcieliśmy z pewnością ją podtrzymać. Nie udało się. Coż, takie jest życie - nie zawsze lepszy wygrywa - mówił pomocnik Cracovii.
Lechia oczywiście ze stylu wygranej nad Cracovią, już drugiej w tym sezonie w lidze (pierwsza była pamiętna 6-2) nie robiła tragedii: - Niedługo po przerwie zimowej nikt nie będzie pamiętał, w jakim stylu wygraliśmy z Cracovią, a jedynie będą liczyły się punkty. Za nami ciężki mecz, ale na szczęście dla nas okazało się prawdziwym powiedzenie, że kto strzeli pierwszy, ten wygra - cieszył się napastnik Lechii Paweł Buzała.
Buzała nie strzelił gola, ale był uczestnikiem bramkowej akcji, rozprowadzającym i ostatecznie asystującym Tomaszowi Dawidowskiemu. - Na boisku nie wygrywa jeden zawodnik, ale cały zespół i sztab. Nie mam nic przeciwko temu, aby to inni strzelali gole, a napastnicy jedynie dogrywali - mówił Buzała.
DARO/lechia.gda.pl
6
Tyle lat upłynęło od ostatniej bramki w ekstraklasie Tomasza Dawidowskiego. Strzelił ją w październiku 2003 roku w barwach Amiki Wronki GKS-owi Katowice