- Jeśli chodzi o system szkolenia młodzieży, od Zachodu dzieli nas ogromna przepaść. W Polsce są wybitni piłkarze, ale w większości bez odpowiedniej mentalności. Zbyt często spoczywamy na laurach. My, trenerzy, musimy wziąć się do roboty, by to zmienić - to słowa Artura Płatka, który niedawno odbył staże trenerskie w dwóch czołowych europejskich klubach.
W sierpniu Płatek został zwolniony z Cracovii. Od tamtej pory nie pracuje i przyznaje, że na razie ofert nie ma. Jednak na bezrobociu czasu nie chce marnować, więc postanowił "podszlifować" swój trenerski warsztat. Wrócił właśnie z Anglii, gdzie zakończył staż w Newcastle United. Tydzień wcześniej podobne szkolenie odbył też w Dortmundzie. Przyglądał się pracy Jakuba Błaszczykowskiego i jego kolegów z Borussii.
- Dwa tygodnie to niewiele, ale wrócił pan pewnie ze sporym bagażem doświadczeń. Jak duża jest przepaść między Polską a Zachodem?
Artur Płatek: - Przyglądałem się pracy trenerów Jurgena Kloppa oraz Chrisa Hughtona i muszę powiedzieć, że różnic w sposobie prowadzenia treningów nie zauważyłem. Jednak w Anglii czy w Niemczech, szkoleniowcy mają do dyspozycji dużo lepszy materiał ludzki niż my. Oczywiście nie z przypadku. Chodzi o to, że na Zachodzie ogromną wagę przywiązuje się do kwestii szkolenia młodzieży. Na przykład szkółka Newcastle jest jedną z najlepszych w Anglii. Porównałbym ją do bardzo dobrze prosperującego przedsiębiorstwa, w którym piłkarzy się po prostu produkuje. Absolwenci tych szkółek stwarzają bardzo dużą konkurencję i wywierają presję na starszych kolegach. Właśnie dlatego tak trudno obcokrajowcom poradzić sobie na Wyspach. W Polsce z czymś stojącym na podobnym poziomie spotkać się nie można, a szkoda. Poza tym gołym okiem widoczna jest druga istotna różnica. Chodzi o bazę treningową. W Anglii i w Niemczech jest zdecydowanie lepsza niż w naszym kraju.
- Leo Beenhakker mówił, że w Polsce talentów jest równie dużo co w innych krajach.
- Miał rację. My również mamy jednostki grające na wysokim poziomie, ale w większości z problemami mentalnymi. Spójrzmy wstecz: ja wywodzę się jeszcze z pokolenia podwórkowego. Za czasów mojego dzieciństwa chłopaków trenujących 2-3 razy dziennie było mnóstwo, w piłkę grało się non-stop i dlatego 20 lat temu w Polsce było bardzo dużo dobrych piłkarzy. Obecnie jest inaczej. To o tym mówił między innymi Leo Beenhakker. W Polsce są jednostki wybitne, ale nie stoi za nimi masa, która mogłaby popchać je do przodu. Mamy też inny problem. Kiedy coś osiągniemy, tym się zadowalamy, a nie chcemy iść dalej. To ważne kwestie. My, trenerzy, musimy wziąć się do roboty, a nie tylko rozmawiać na ten temat.
- Czy można powiedzieć, że po prostu brakuje nam profesjonalizmu?
- Nie. Tu chodzi o proces szkolenia młodzieży. Trzeba wdrożyć pewne jasne reguły.
- Któryś z polskich piłkarzy poradziłby sobie w Premier League?
- Myślę, że tak, choć żeby zagrać w angielskiej ekstraklasie, trzeba być szybkim i silnym. Zarówno pod względem fizycznym jak i mentalnym. Bo na Wyspach nie ma czasu na to, by dawać zawodnikowi trzy lub nawet dwie szanse. Wymagania są ogromne. Dlatego w Anglii wywołuje się presję już na chłopakach 15-16-letnich. Dlaczego? By od początku byli do niej przyzwyczajeni. Mimo wszystko nie widzę powodu, dla którego któryś z Polaków miałby sobie nie poradzić w Anglii.
- Od kilku sezonów głośno mówi się o możliwym transferze Pawła Brożka do któregoś z angielskich klubów. Wygląda jednak na to, że sam zawodnik się trochę waha.
- I tym sposobem wracamy do punktu wyjścia. Jeśli zawodnik boi się spróbować, to nigdy pewnego poziomu nie osiągnie. To smutne i znaczy tylko tyle, że jest to zawodnik przeciętny. Osobiście nie znam Pawła Brożka i sprawy jego ewentualnego transferu, więc nie chciałbym go urazić. Jednak wydaje mi się, że to moje pokolenie było bardzo zakompleksione. Moi rówieśnicy bali się wyjazdu na Zachód. Teraz bywa inaczej. Niektórzy wyjeżdżają myśląc, że sobie poradzą, ale nie im nie wychodzi. Problem tkwi w mentalności niektórych polskich piłkarzy. Chęć samodoskonalenia się, dążenia do sukcesów i stawiania sobie coraz wyższych celów - to rzeczy, o których żaden z nich nie może zapomnieć.
- Ostatnio często widywał się pan z Jakubem Błaszczykowskim. Czy to najlepszy polski piłkarz?
- Rozmawiałem z nim kilka razy. Kuba na pewno niedługo przeniesie się do innego klubu i zrobi kolejny krok do przodu. Ale takich chłopaków jak on jest w Polsce jeszcze co najmniej kilku! Problem polega na tym, że to oni muszą chcieć się wybić. Kuba chce i w odpowiednim momencie wyjechał do dobrego klubu. Ma do tego szczęście, bo mimo że łapie często urazy, trener ciągle na niego stawia. Zresztą, rozmawiałem z trenerem Kloppem. On uważa, że gdyby nie kontuzje i brak systematyczności, Kuba byłby jeszcze dalej niż jest teraz.
- Czy poprzez pobyt w Niemczech przybliżył się pan do realizacji swojego marzenia, czyli podjęcia pracy w którymś z zespołów Bundesligi?
- Wiem, że trener bez nazwiska nie ma szans na angaż w silnym niemieckim klubie, a ja nazwiska przecież nie mam. Myślę, że poprzez pracę w Polsce mógłbym zacząć przybliżać się do realizacji tego marzenia. Obecnie nie pracuję, więc cele raczej się oddalają. Czy kiedyś zostaną trenerem któregoś z klubów Bundesligi? Czas pokaże. Po to jeżdżę po świecie, by dowiedzieć się, czy idę w dobrym kierunku i co mógłbym poprawić w swoim warsztacie.
- Jakie ma pan plany na najbliższe dni i tygodnie?
- Na razie myślę tylko i wyłącznie o zbliżających się świętach Bożego Narodzenia. A potem? Zobaczy się. Żadnych ofert jeszcze nie mam. Jeśli się nie pojawią, wyjadę na kolejny staż do Niemiec. Tym razem do Hoffenheim.
ASInfo