Nad Maciejem Skorżą wisi groźba zwolnienia. Szkoleniowiec krakowskiej Wisły w niedzielnym meczu z Odrą Wodzisław da chyba poczuć piłkarzom, jak to jest zostać zmienionym. Przygotowuje roszady w składzie.
Skorża w czwartek po chorobie wrócił do klubu i poprowadził zajęcia z zespołem. Schowany za czapką i kapturem ciepłej kurtki zlecał zadania i przestawiał składami treningowych zespołów. Piłkarze zmieniali się nie tylko drużynami, ale też i pozycjami, na których występowali. Sytuacja kadrowa Wisły, przy kontuzjach podstawowych zawodników i dolegliwościach innych (Pawła Brożka czy Tomasa Jirsaka) nie jest łatwa, dlatego szkoleniowiec może posadzić na ławę gorzej dysponowanych, ale być może będzie musiał poprzestać tylko na zmianach pozycji i ustawienia zespołu.
Ostatnie miejsce Odry w tabeli może zachęcać do eksperymentów - wydaje się bez ryzyka - chociaż wiadomo, że nastawienie mistrzów Polski musi być wybitnie ofensywne. Rywal schowa się zapewne za podwójną gardą i może nawet nie próbować kontr.
Atmosfera w Wodzisławiu jest nie mniej nerwowa niż w Wiśle. Piłkarze zaproponowali, że zrzekną się premii za ewentualne zwycięstwa w trzech ostatnich meczach tego roku, ale klub poszedł jeszcze dalej. Oczekuje, że zawodnicy zgodzą się na zamrożenie połowy kwot kontraktowych i premii. Miałyby zostać wypłacone, nawet podwojone, tylko w wypadku utrzymania się zespołu w lidze. Nie wiadomo jednak czy te pomysły zostaną przez zarząd spółki zrealizowane, czy prędzej w nim dojdzie do roszad...
BOS/www.wisla.krakow.pl