- Zaczyna się długi finisz ligi. Trzy razy z rzędu wygraliśmy i naszymi zwycięstwami wprowadziliśmy zamęt w Wiśle - mówi "Przeglądowi Sportowemu" Tomasz Frankowski z Jagiellonii.
Liczył pan po niedawnej porażce w Krakowie, że uda się dojść Wisłę? Wtedy jej przewaga wynosiła aż osiem punktów.
Tomasz Frankowski (napastnik Jagiellonii Białystok): - No, jeszcze jej nie doścignęliśmy, bo tracimy trzy punkty. Ale powiedziałem po naszej wygranej z Górnikiem, że jeśli Wisła straci coś w wyjazdowym spotkaniu ze Śląskiem, to wszystko będzie jeszcze możliwe. Wszystko czyli mistrzostwo dla nas, w które naprawdę wierzę. A co do straty to musimy odrobić nie trzy, ale cztery punkty. Mamy gorszy bilans bezpośrednich spotkań.
Gdyby strzelił pan karnego w spotkaniu z Wisłą przegralibyście 1-2 i bilans byłby remisowy.
- Ale nie strzeliłem. Doprawdy nie zajmujmy się jeszcze analizą bezpośrednich meczów z wiślakami. Pozostało sporo spotkań i nastąpi nie jeden zwrot w ligowej akcji. Przecież zimą nie było śmiałka, który postawiłby na to, że Cracovia ma szansę na utrzymanie. Tymczasem wiosnę zaczęła dobrze i zaczęto mówić o szansie.
Piotr Wołosik/Przegląd Sportowy