To przede wszystkim ja muszę uderzyć się w piersi i całą winę za ten remis biorę na siebie. Gdybym wykorzystał rzut karny, to prowadzilibyśmy 2:0 -przyznał po meczu z Koroną piłkarz Wisły Kraków, Patryk Małecki.
- Prowadziliście 2:0, wyglądało na to, że zwycięstwo macie już w kieszeni. Co zatem się stało, że do Krakowa wróciliście z jednym punktem?
- Ten mecz wyglądał tak, że najpierw to my dyktowaliśmy warunki gry, strzeliliśmy bramkę, ale później to Korona zaczęła atakować. Wszystko wygląda jednak tak, że to przede wszystkim ja muszę uderzyć się w piersi i cała winę za ten remis biorę na siebie. Gdybym wykorzystał rzut karny, to prowadzilibyśmy 2:0, pewnie wtedy Radek Sobolewski nie dostałby kartki i pewnie spokojnie dowieźlibyśmy prowadzenie do końca. Dlatego chcę przeprosić chłopaków i naszych kibiców, za to że nie strzeliłem tego karnego. To przez to zrobiła się nerwówka na boisku. Gdybym trafił, to jestem pewien, że przebieg spotkania w dalszej jego części byłby inny, lepszy dla nas.
- Mogliście odskoczyć części drużyn, a nad Jagiellonią utrzymać przewagę ośmiu punktów.
Tym bardziej żałujemy, że nie utrzymaliśmy prowadzenia do samego końca. Przyjechaliśmy przecież do Kielc po trzy punkty. I długo ten nasz plan realizowaliśmy. Prowadziliśmy już 2:0, ale powtórzę jeszcze raz, gdyby 2:0 było wcześniej, po moim karnym, to wygralibyśmy.
- Strasznie pan jest samokrytyczny, ale przecież świetne okazje mieli również pańscy koledzy, choćby Cwetan Genkow i Cezary Wilk. Już przy prowadzeniu 2:1, śmiało mogliście strzelić trzecią bramkę i nie byłoby teraz tej rozmowy o stracie dwóch punktów.
- Nie chcę mówić o niewykorzystanych sytuacjach kolegów. Cały czas będę powtarzał, największe znaczenie miał ten mój niestrzelony rzut karny. To od niego zrobiło się nerwowo na boisku. Oczywiście cieszy to, że nawet grając w osłabieniu po czerwonej kartce dla "Sobola", potrafiliśmy strzelić drugą bramkę. Niestety, znów mieliśmy problemy w obronie przy stałych fragmentach gry. Znów popełniliśmy błędy, które zakończyły się stratą bramek.
- Ciągle mówimy o drugiej połowie, ale dlaczego oddaliście inicjatywę Koronie jeszcze przed przerwą, zaraz po tym jak uzyskaliście prowadzenie?
- Nie wiem dlaczego tak się stało, bo powinniśmy pójść za ciosem. Dalej atakować. Tymczasem my rzeczywiście oddaliśmy pole rywalowi, który miał rzut karny. Na szczęście znów Sergiej nas uratował. A później, była już druga część tego spektaklu, czyli mój rzut karny i… jeszcze raz powtórzę, całą winę za ten kielecki rezultat biorę na siebie!
Rozmawiał Bartosz Karcz, Gazeta Krakowska