W spotkaniu 19. kolejki Ekstraklasy Lech Poznań pokonał na własnym boisku Jagiellonię Białystok 2:0. Obie bramki dla Kolejorza zdobył Semir Stilić. - Chcieliśmy walczyć o mistrza, a jeśli Wisła w niedzielę wygra z Polonią Bytom to ten cel stanie się raczej nierealny - przyznaje po kiepskim początku wiosny trener Jagiellonii Michał Probierz.
Lech Poznań - Jagiellonia Białystok 2-0 (0-0)
1-0 Stilić 61
2-0 Stilić 90+3
Sędziował Dawid Piasecki (Słupsk). Żółte kartki: Injac, Kikut - Hermes, Cionek. Widzów 24 tys.
LECH: Kotorowski - Kikut, Bosacki, Arboleda, Henriquez - Injac (65 Kriwiec), Murawski, Djurdjević (84 Wołąkiewicz) - Stilić, Rudnevs, Ślusarski (65 Mikołajczak).
JAGIELLONIA: Sandomierski - Norambuena (90 Essomba), Cionek, Skerla, Pejović (85 Seratlić) - Kupisz, Kascelan, Hermes, Lato - Sotirović, Frankowski (75 Pawłowski).
W spotkaniu 19. kolejki Ekstraklasy Lech Poznań pokonał na własnym boisku Jagiellonię Białystok 2:0. Obie bramki dla Kolejorza zdobył Semir Stilić.
Do osiemnastki meczowej poznańskiego Lecha powróciło trzech piłkarzy, których z poprzedniego spotkania ligowego z Cracovią wykluczyła choroba. Jakub Wilk, Sergiej Kriwiec i Tomasz Mikołajczak usiedli jednak na ławce rezerwowych, a środek pola w meczu z Jagiellonią zajęli Dimitrije Injac, Ivan Djurdjević oraz Rafał Murawski. Semir Stilić z kolei spotkanie rozpoczął na lewym skrzydle.
Od początku spotkanie było bardzo wyrównane i żadna z drużyn nie potrafiła zdominować rywala. Jako pierwsi groźniej zaatakowali gospodarze. W 8 minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Stilica bliski skierowania piłki do siatki był Kikut, jednak w ostatniej chwili uprzedził go Norambuena. Minutę później po dośrodkowaniu Stilica z rzutu wolnego uderzał Rudnevs, ale zdecydowanie zbyt lekko by zaskoczyć Sandomierskiego. Sygnał do ataku w drużynie gości dał Hermes.
Brazylijczyk potężnie huknął z 30 metrów, piłka jeszcze skozłowała, Kotorowski zdołał ją sparować na rzut rożny. Najlepszą okazję do zdobycia bramki zawodnicy Jagiellonii mieli w 19 minucie. Frankowski idealnym podaniem obsłużył Sotirovicia, który znalazł się w sytuacji sam na sam. Tylko odważne wyjście Kotorowskiego, który umiejętnie skrócił kąt uratowało gospodarzy.
Ten duet raz jeszcze dał o sobie znać w 31 minucie, ale Frankowski uderzył za lekko i Kotorowski nie miał problemów. Minutę później najlepszą okazję miał Kolejorz. Po dośrodkowaniu Kikuta z prawej strony, piłkę w polu karnym opanował Murawski, jednak jego uderzenie zostało zablokowane. Piłka jednak trafiła wprost pod nogi Rudnevsa, a ten zbyt długo zwlekał i obrońca Jagiellonii zdołał zamortyzować uderzenie Łotysza, które pewnie złapał Sandomierski. Pod koniec pierwszej części gry po podaniu Frankowskiego w sytuacji sam na sam mógł znaleźć się Sotirović, ale atakowany przez Arboledę nie utrzymał równowagi i się przewrócił. Arbiter Dawid Piasecki faulu się nie dopatrzył i do przerwy kibice zgromadzeni przy Bułgarskiej bramek nie obejrzeli.
Druga odsłona spotkania wyglądała bardzo podobnie jak pierwsze 45 minut. Twarda walka w środku pola i żadna drużyn nie potrafiąca osiągnąć przewagi. Na pierwszą groźną akcję trzeba było poczekać do 61 minuty, ale było warto. Z prawej strony w pole karne dośrodkował Rudnevs, a piłkę przejął Stilić. Bośniak zawinął obrońcę na prawą nogę i zdecydował się na strzał. Ten został zablokowany przez obrońców z Białegostoku, ale piłka ponownie trafiła pod nogi Stilica, którego poprawka znalazła już drogę do siatki i Lech objął prowadzenie. Po zdobyciu bramki lechici kontrolowali sytuację i nie pozwalali gościom na zbyt wiele. Sami jednak również nie potrafili groźnie skontrować. Obraz meczu mógł się zmienić w 78 minucie.
Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Laty do strzału głową doszedł Cionek, ale Kotorowski popisał się wspaniałą paradą i wybił piłkę na rzut rożny. W 86 minucie Lech mógł pozbawić gości złudzeń. Po podaniu Stilica w doskonałej sytuacji znalazł się Rudnevs, ale strzał Łotysza nogą obronił Sandomierski. W doliczonym czasie gry golkiper Jagiellonii był już bezradny. Z narożnika pola karnego strzelał Kriwiec, jego uderzenie zablokowali obrońcy, a do dziwnie kozłującej piłki dopadł Stilić i z bliska po raz drugi pokonał Sandomierskiego i ustalił wynik meczu.
- Nie spodziewałem się, że siedemnaście dni może tak dużo zmienić. W tym czasie rozegraliśmy sześć spotkań, po których szybko zostaliśmy sprowadzeni na ziemię. W naszym przypadku sprawdziło się moje ulubione przysłowie: „Podrzucali, podrzucali i grunt pod nogami zabrali”. Chcieliśmy walczyć o mistrza, a jeśli Wisła jutro wygra to ten cel stanie się raczej nierealny. Do Poznania przyjechaliśmy po trzy punkty, ale ta sztuka nam się nie udała. Przede wszystkim zabrakło nam takiej indywidualności jak Stilić, który dwukrotnie odpowiednio się znalazł – powiedział po meczu trener Jagiellonii Białystok Michał Probierz.
ST/lechpoznan.pl