Setki osób żegnały dziś w kościele św. Antoniego, a później na krakowskim cmentarzu Bronowice Pana Staszka Syrdę, sportowego działacza z odchodzącego gatunku. Skromnego, dobrego, pracowitego, uczciwego, od ponad pół wieku wiernego - jako zawodnik, trener, działacz, a ostatnio kierownik drużyny - jednemu klubowi, Bronowiance.
Te Jego przymioty podkreślał w poruszającej serce mowie pożegnalnej ksiądz Andrzej Augustyński, założyciel Stowarzyszenia Siemacha. O Jego zasługach dla klubu wspominał wieloletni prezes Bronowianki Kazimierz Skrzypek.
Gdyby Pan Staszek mógł przyjść na własny pogrzeb, z pewnością czułby się bardzo zmitygowany. On przecież tylko "cicho działał" na rzecz ukochanej Bronowianki i nawet przez myśl by mu nie przeszło, że tylu prezesów, dyrektorów, trenerów z wielkich i małych klubów, zawodników różnych generacji, a także tak wielu przyjaciół, będzie ronić łzy na okoliczność Jego niespodziewanego i jakże przedwczesnego odejścia. Na ostatnią drogę piłkarze Bronowianki dali Panu Staszkowi koszulkę z nr 1 i piłkę.
Bez wątpienia Wszechmocny powołał dziś na kierownika Niebiańskiej Drużyny Piłkarskiej człowieka dla Bronowianki kultowego...
sportowetempo.pl