- Dawaliśmy z siebie wszystko, ale to było za mało. Nie zagraliśmy tego, czego wymagał od nas trener, bierzemy winę na siebie - stwierdził po porażce 1:3 z Legią Warszawa kapitan Cracovii, Arkadiusz Radomski.
Cracovia już po dwudziestu czterech minutach przegrywała 0-2. - Mecz nam się nie ułożył, bo szybko straciliśmy dwie bramki - może nie po błędach, ale przy nieszczęściu, bo po dwóch rykoszetach. Liczyliśmy, że to my pierwsi zdobędziemy gola - przyznaje Radomski. Teraz podopieczni trenera Jurija Szatałowa zagrają kolejno w Gdańsku (z Lechią), Białymstoku (z Jagiellonią) i Lubinie (z KGHM Zagłębiem) - Postaramy się złapać w tych meczach punkty. Nie poddajemy się i gramy dalej - zapewnia Radomski.
- Wypada przeprosić kibiców, bo przegraliśmy drugi mecz z rzędu na własnym stadionie - mówi obrońca Pasów, Krzysztof Nykiel.- Miałem współudział przynajmniej przy jednej straconej bramce, gdy nie zrozumieliśmy się z Kosanoviciem - uważa boczny obrońca. - Nie można się załamywać, bo czekają nas teraz trzy ciężkie wyjazdy, Gdy spuścimy głowy, nic z tego nie będzie..
Niepocieszony był Mateusz Żytko. - Przy pierwszym golu wyskoczyłem do główki z Ljuboją, a później piłka odbijała się od naszych nóg i trafiła do Manu. Przy drugiej bramce wybiłem ją wślizgiem Golowi spod nóg, a za chwilę patrzę i ona jest w siatce. Po prostu brak słów na te dwie pierwsze bramki. Trzecia... Trzeba sobie podpowiadać i robić to, czego wymaga trener. Jeżeli mam zawodnika, to idę z nim do końca - wyjaśnia Żytko. - Przegraliśmy 1:3 - to mówi samo za siebie. Gramy nie tak, jak chcemy - po prostu słabo. Tym razem mieliśmy parę sytuacji, ale ich nie wykorzystaliśmy. Legia z kolei strzeliła te bramki tak jakoś... W tym momencie siedzimy i płaczemy. Trzeba posypać głowę popiołem, zobaczyć co się robiło nie tak w tym meczu, ale od poniedziałku myśleć już tylko o następnym spotkaniu - mówi Żytko.
DG/cracovia.pl