Legia w drugim piątkowym spotkaniu wygrała z kielecką Koroną 3-1. Dziwny to był mecz, słychać było doping kilku tysięcy kibiców, którzy stali poza bramami stadionu. Trybuny natomiast świeciły pustkami po zamknięciu ich przez wojewodę mazowieckiego.
Legia Warszawa - Korona Kielce 3-1 (1-1)
0-1 Lech 33
1-1 Cabral 45+1
2-1 Radović 80
3-1 Radović 90+5
Sędziował Adam Lyczmański (Bydgoszcz). Żółte kartki: Borysiuk, Cabral - Hernani. Mecz bez publiczności.
LEGIA: Skaba - Rzeźniczak, Vrdoljak, Komorowski, Kiełbowicz - Manu, Gol, Borysiuk (74 Rybus), Kucharczyk, Cabral (90+1 Wawrzyniak) - Żyro (64 Radović).
KORONA: Małkowski - Golański, Markiewicz, Hernani, Dirceu - Vuković, Korzym, Lech (79 Jovanović), Edi (84 Janczyk) - Lisowski (89 J. Bąk), Niedzielan.
Od początku przeważali legioniści, jednak czym byli bliżej pola karnego gości, tym szło im gorzej. W 33 minucie Korona przeprowadziła znakomitą kontrę. Na lewej stronie przedarł się Lisowski i zagrał w pole karne do Grzegorza Lecha, który z 12-13 metrów ze spokojem przyjął piłkę i posłał ją w górny róg. To druga bramka w karierze tego 28-letniego pomocnika, a poprzednią zdobył przed dziewięcioma laty w barwach Stomilu Olsztyn. Wraz z kolegami z drużyny zrobili kołyskę, tak więc bramka została oficjalnie zadedykowana urodzonemu w styczniu Frankowi Lechowi. W doliczonym czasie gry - po rajdzie prawym skrzydłem Manu i jego dośrodkowaniu - piłkę głową z sześciu metrów posłał do siatki Argentyńczyk Cabral. Ciekawe, gdzie w tym czasie byli zawodnicy z Kielc i kogo kryli?
W 19 minucie doszło do kontrowersyjnej sytuacji. Gol trafił do bramki, lecz abiter nie uznał bramki dopatrując się faulu legionisty. Jak pokazały telewizyjne powtórki o przewinieniu nie mogło być mowy.
Po przerwie kielczanie za bardzo postawili na defensywę i musiało się to dla nich źle skończyć. W 81 minucie dośrodkował z lewej strony Kiełbowicz, piłkę głową niezbyt czysto trącił Radowicz i ta po koźle przelobowała interweniującego Małkowskiego i po odbiciu się od poprzeczki minęła linię bramkową.
W piątej minucie doliczonego czasu gry goście egzekwowali rzut rożny i na przedpole Legii pobiegł bramkarz Małkowski. Strata futbolówki pozwoliła przeprowadzić miejscowym kontratak. Manu zagrał do Radovica, a ten trafił do pustej bramki.
Zwycięstwo gospodarzy pewne i zasłużone. Kielczanie zawiedli i w zasadzie poza jedną sytuacją bramkową w pierwszej połowie niczym nie mogli zaimponować.
(gst)