W dzisiejszym programie zaległości 3. rundy FA Cup znalazły się tylko dwa spotkania. Uwaga koncentrowała się na Anfield Road, gdzie Liverpool gościł Reading. I doszło do ogromnej sensacji!
Mecz obserwował właściciel Reading, John Madejski, rzucający się w oczy błękitem noszonego krawata. Również był obecny nowy menedżer Burnley, Brian Laws (zmienił Owena Coyne’a, który został zatrudniony przez Bolton). Bo to Burnley stanie na drodze dzisiejszemu zwycięzcy w następnej rundzie FA Cup. Faworytem była drużyna Rafy Beniteza, ale ten przez dwa kwadranse miał powody do głębokiej frustracji. FC Liverpool grał fatalnie i miał ogromne szczęście, że nie stracił w tym okresie dwóch goli. W 22. minucie Simon Church idealnie zagrał do Grzegorza Rasiaka, ale ten dosłownie z 3-4 metrów zmarnował wymarzoną okazję, posyłając piłkę obok celu. Chwilę później żwawo podążył prawą flanką Jobi McAnuff, po którego centrze pięknie szybujący do futbolówki Church rozminął się z nią o centymetry. Tuż przed nosem przerażonego w bramce gospodarzy Diego Cavalieriego...
Benitez zdecydował się w 29. minucie na zdjęcie z murawy Fernando Torresa, którego miejsce zajął David Ngog. Torres ponoć odniósł kontuzję, ale zszedł z murawy bez utykania... I dopiero od tego momentu gra Liverpoolu stała się przyzwoita. Po akcji z udziałem Philippa Degena Yossi Benayoun próbował przelobować Adama Federiciego i pomylił się nieznacznie. Później bramkarz Reading nie miał problemów z obroną dosyć słabego uderzenia Ngoga. Wreszcie w 45. minucie Liverpool uzyskał całkiem niezasłużone prowadzenie. Po kornerze przepchał się w pobliże bramki Steven Gerrard i po odbiciu się od Ryana Bertranda piłka bardzo pechowo dla gości wpadła do siatki. (Swoją drogą należy pochwalić refleks komentatora ITV, który wbrew sugestii realizatora transmisji - że nieszczęśnikiem był Ivar Ingimarsson - od razu podał prawdziwą wersję).
Po pauzie toczyła się już zupełnie inna rozmowa. Liverpool trzymał inicjatywę, zaś Reading długo ograniczał się do głębokiej obrony. Jednak w 80. minucie fantastyczny rajd zapoczątkowany jeszcze na własnej połowie przeprowadził McAnuff. Pomocnik Reading mijał rywali jak tyczki, poczekał aż Cavalieri położy się na murawie i wtedy posłał piłkę tuż obok słupka. Ogromna szkoda, być może byłby to gol obecnej edycji FA Cup... Już w przedłużonym czasie gry Cavalieri sparował groźny strzał Gylfiego Sigurdssona. Lecz za chwilę Benayoun sfaulował we własnym polu karnym Shane’a Longa, zaś Sigurdsson pewnie wykorzystał „jedenastkę”.
Została zarządzona dogrywka, w której Reading objął sensacyjnie prowadzenie. Dokładnie w 100. minucie Brynjar Gunnarsson zacentrował na głowę rezerwowego Longa, który bezapelacyjnie wpakował piłkę do siatki. Tuż przed końcem pierwszej połowy Federici brawurowo obronił nogą uderzenie Benayouna, który znalazł się w sytuacji „sam na sam” z bramkarzem Reading. Sensacyjny wynik utrzymał się do końcowego gwizdka, choć Phil Dowd przedłużył drugą część dogrywki o ponad dwie minuty. Wielki dzień Reading, Briana McDermotta i jego piłkarzy! I płacz chłopca w czerwonej czapeczce, bo jego Liverpool spadł dzisiaj w przepaść... Czyżby zbliżał się koniec epoki Rafy Beniteza na Anfield Road?
Liverpool - Reading 1-1 (1-0, 1-1)
1-0 Bertrand 45, samob.
1-1 Sigurdsson 90+3, karny
1-2 Long 100
Sędziował Dowd. Żółte kartki: Degen - Mills, Karacan, Ingimarsson, Gunnarsson. Widzów 31 063.
LIVERPOOL: Cavalieri - Degen (91 Skrtel), Carragher, Agger, Insua, Kuyt, Lucas, Gerrard (46 Babel), Aquilani, Benayoun, Torres (29 Ngog).
READING: Federici - Gunnarsson, Mills, Ingimarsson, Bertrand, McAnuff, Cisse (59 Howard), Karacan (81 Long), Sigurdsson, Rasiak (65 Kebe), Church.
Newcastle - Plymouth 3-0 (1-0)
1-0 Lovenkrands 10
2-0 Lovenkrands 40
3-0 Lovenkrands 72
13.10.2010 22:56 Aktualizacja 23:35
JC